Euro sięga 4,70Szaleństwo na wyprzedaży złotego trwa nadal. Internetowy żart z inflacji, że nie wszystko jest drogie, bo przecież złoty tanieje, z dnia na dzień staje się bardziej prawdziwy.
Rynek pracy w Polsce
Piątek przyniósł nam dwa ważne odczyty. Z jednej strony wzrost zatrudnienia, który cały czas jest dodatni i wynosi obecnie 0,5% rocznie, potwierdzając stabilizację rynku pracy w pandemii. Z drugiej strony mamy wzrost wynagrodzeń, które nie rosną aż tak szybko, jak oczekiwali analitycy. Wzrost o 8,4% w ciągu roku to owszem nie 8,9%, ale nadal na szczęście więcej niż inflacja. Przynajmniej obecnie. Dane te powinny być niekorzystne dla złotego, jednakże biorąc pod uwagę odchylenie od oczekiwań, nie jest to obecnie znaczący czynnik mający wpływ na złotego.
Polska waluta pod presją
Złotówka od wielu dni, podobnie jak inne waluty naszego regionu, jest pod wyraźną presją. W piątek doszło jednak do kolejnych silnych ruchów. Było to spowodowane dwoma kwestiami. Po pierwsze znaczne umocnienie dolara względem euro po raz kolejny zasysało kapitał z Europy. Po drugie koniec tygodnia powodował, że nie wiedząc, co się wydarzy w weekend, inwestorzy woleli pozostawić środki w bezpieczniejszych walutach. Z tego powodu złoty był wyraźnie w odwrocie, a frank i dolar, uchodzące za bezpieczne przystanie tylko umacniały swoje wieloletnie maksima.
Rozwój pandemii dusi ceny ropy
Gwałtowny wzrost zachorowań ma jeden podstawowy wpływ na rynki walutowe. Boją się one wpływu lockdownu na gospodarkę. To właśnie zamykanie biznesów lub ludzi w domach jest obecnie głównym lękiem inwestorów, który w wielu krajach już teraz się materializuje. Do tego dochodzi okres przedświąteczny, który w handlu zawsze jest wyraźnie bardziej aktywny. Sytuacja ta ma wpływ również na ceny ropy. Potencjał spadku aktywności ekonomicznej oraz ograniczenia w poruszaniu powodują, że długotrwałe prognozy cen ropy spadają, to z kolei powoduje, że ceny ropy od ostatnich szczytów obsunęły się w ciągu dwóch tygodni o ponad 10%.
W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.
USD
Wątpliwa interwencja NBP na złotymDolar amerykański nie zwalnia tempa. Kłopotów walut rynków wschodzących ciąg dalszy. EUR/PLN najwyżej od 12 lat, USD/PLN już na poziomie 4,15. Słaby złoty to również czynnik proinflacyjny. Czy załamanie na rynku akcji w USA może przynieść zmianę sytuacji na EUR/USD za sprawą odwracania transakcji carry trade? Funt czeka na decyzję BoE w grudniu.
Dzisiejszej analizy nie można zacząć inaczej, jak od omówienia sytuacji na głównej parze walutowej świata. Ostatnie mocne ruchy w dół wręcz wysysają kapitał z rynków wschodzących, w tym ze złotego. Od prezentacji najwyższej od 30 lat inflacji CPI w USA amerykańska waluta przeszła do zdecydowanej kontrofensywy i w relacji do większości walut dominuje. Nie może dziwić fakt, że nie inaczej jest w przypadku euro, skoro fundamenty w postaci polityki monetarnej są zdecydowanie na innych biegunach. Inwestorzy mocno spekulują, że Fed szybciej rozpocznie podwyżkę stóp procentowych i to nawet jeszcze podczas trwania procesu taperingu. Napędza to spadki EUR/USD, podtrzymywane również wzrostem rentowności amerykańskich obligacji. Pod kątem technicznym wydawało się, że solidnym wsparciem będzie zniesienie Fibo 61,8 pkt w okolice właśnie 1,13. Wczoraj nastąpiło nawet lekkie odbicie od tego poziomu, ale korekta była bardzo krótka, a w tym wypadku decydują fundamenty, a nie technika. O sile dolara analitycy powiedzieli już niemal wszystko w ostatnich dniach, więc może warto spojrzeć trochę od innej strony i poszukać zagrożeń dla kontynuacji umocnienia zielonego. Na pierwszy plan wysunąłbym oczywiście dane makro, które mogą powstrzymać Fed z szybszymi decyzjami odnośnie podwyższania kosztu pieniądza. Jak choćby niższa inflacja, która mogłaby wykazywać stabilizację, czy też np. słabsze tempo wzrostu gospodarczego. Po drugie świat ciągle zmaga się z pandemią, która aktualnie daje o sobie znać na Starym Kontynencie i niewykluczone, że znów uderzy w USA. I po trzecie wcale niemniej ważna rzecz, a więc transakcje carry trade na rynku. Inwestorzy zaciągają kredyty tam, gdzie jest niski procent, by poszukać wyższych stóp zwrotu. Jeśli tanio, to na pierwszy rzut oka pojawia się kredyt w euro. Taki gracz sprzedaje więc euro, kupując inne aktywa, choćby dolara, żeby inwestować w akcje np. z Wall Street. Efekt? Popyt na USD powoduje umocnienie, wyprzedaż EUR spadek kursu. Tyle tylko, że to wszystko do czasu aż trwa hossa na rynku. Jeśli się załamie, wtedy inwestor musi z powrotem kupić euro, by spłacić kredyt. Sytuacja taka była widziana już podczas wybuchu pandemii w kilka miesięcy po jej rozpoczęciu. Nagle obserwowaliśmy spory zwrot EUR/USD właśnie z tego powodu. Niewykluczone, że podobna sytuacja będzie miała miejsce i teraz. Niemniej jednak, podsumowując, fundamentalnie EUR/USD ma szansę zejść do poziomu 1,10.
Euro powyżej 4,68!Wspólna europejska waluta jest obecnie najdroższa od ponad dekady. Co gorsze, patrząc na obecną sytuację, jest duże pole do dalszego pogarszania się sytuacji.
Dobre dane z USA
Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA kolejny już tydzień stabilizuje się poniżej poziomu 270 tysięcy. Jesteśmy zatem znów w okolicach, w których ten parametr może udawać, że jest w normie przedpandemicznej. Spadająca liczba wniosków to oczywiście dobra informacja dla rynku sugerująca, że można spodziewać się dalszego spadku stopy bezrobocia. Już teraz jesteśmy na poziomach z 2017 roku zatem ciężko mówić o problemie, ale patrząc na dynamikę spadków, zasadnym jest oczekiwanie dalszych obniżek. Te dobre dane odpowiadają za umacnianie się dolara na rynku.
Dolar znów zyskuje
Dzisiaj od rana mamy wysoką aktywność inwestorów na parze EURUSD. Zdecydowanie przeważa strona kupująca, co powoduje, że dolar zyskuje wyraźnie na wartości. Od rana jest już to prawie 1 cent. To właśnie ten ruch jest kolejnym problemem dla polskiego złotego. Dolar wyceniany jest już po 4,15 zł, a euro przebiło 4,68 zł. Odwrót od polskiej waluty jest wynikiem ucieczki kapitału z Europy, który dotyczy nie tylko strefy euro, ale również gospodarek powiązanych. Im silniejsza waluta, tym mniej traci, przez co widzimy również dzisiaj wieloletnie maksima zarówno na franku szwajcarskim, jak i na funcie.
Historyczne minima liry
Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami w Turcji doszło do obniżek stóp procentowych. Z punktu widzenia makroekonomii, którą znamy obniżanie stóp procentowych w sytuacji, gdy inflacja rośnie i przekracza stopę nominalną o niemal 4%, nie jest dobrym rozwiązaniem. W Turcji obowiązuje jednak inne podejście lansowane przez prezydenta Erdogana. Wierzą tam, że to wysokie stopy procentowe podnoszą inflację. Nie wiadomo, jakie jest uzasadnienie takiego procesu, ale w myśl tej teorii obniżono stawkę z 16% na 15%. Na reakcję rynków nie trzeba było czekać. Za jedno euro płaci się już 12,5 liry. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę tamtejsze odważne eksperymenty gospodarcze, niby nie, ale na początku roku było to jednak 9 lir za euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Ropa taniejeNa rynkach widać spory niepokój wywołany rozwojem obecnej fali zachorowań na COVID. W każdej złej sytuacji znajdzie się jednak jakiś pozytyw. Tym jest spadek cen ropy naftowej, co powinno stabilizować ceny paliw.
Turcja znów zaskoczy?
Turecka polityka monetarna to coś, co od dawna zaskakuje analityków. Dzisiaj mamy kolejne posiedzenie i wszystko wskazuje na to, że pomimo blisko 20% inflacji nad Bosforem stopy procentowe zostaną obniżone o 1% (z 16% na 15%). Decyzja ta powinna wzbudzić spore zdumienie w czytelniku, gdyż wszystkie inne banki centralne podnoszą stopy procentowe, aby walczyć z inflacją. W Turcji jednak prezydent Erdogan z uporem twierdzi, że to właśnie wysokie stopy procentowe powodują inflację. Z drugiej strony realna stopa procentowa, czyli ta po uwzględnieniu inflacji i tak będzie mniej ujemna niż w Polsce…
Frank najsilniejszy względem euro od 2015 roku
W trudnych czasach inwestorzy mają skłonność do chowania swoich środków w tak zwanych bezpiecznych przystaniach. W sumie nie wiadomo, dlaczego inwestycja we franka szwajcarskiego ma być dobrą inwestycją, ale patrząc na to jak wielu inwestorów lokuje tam swoje środki, mamy samospełniającą się przepowiednie. Rosnące inwestycje umacniają przecież wycenę. Coś takiego mamy właśnie na rynku. W rezultacie frank szwajcarski zbliża się do przebicia poziomu franka i 5 centymów za jedno euro. Już teraz jest najdroższy od ponad 5 lat. Biorąc jednak pod uwagę to, co działo się na rynku w styczniu 2015 roku, rekord wszechczasów z tamtego okresu przez wiele kwartałów powinien być niezagrożony. To właśnie maksima euro względem franka powodują, że frank jest również wyjątkowo drogi względem złotego.
Przecena ropy
Jeden z głównych czynników zwiększających inflację, czyli wzrost cen surowców energetycznych w ostatnich dniach wyraźnie spowolnił. Jeszcze tydzień temu baryłka ropy notowana w Nowym Jorku kosztowała niemal 85 dolarów dzisiaj jest to zaledwie 77 dolarów. Analitycy wskazują na niepewność względem popytu w kolejnych miesiącach. Istotnym elementem jest tu COVID, temat łączony obecnie z niemal wszystkim na rynkach. Tutaj jednak należy pamiętać, że jeżeli obecna tendencja wzrostowa zachorowań się utrzyma, wkrótce znów zobaczymy lockdowny. Te z kolei przekładają się na niższe zapotrzebowanie na paliwo.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Funt najdroższy od ponad 5 latZłotówka wciąż jest w odwrocie z powodu ucieczki kapitału ze strefy euro. Zyskuje nie tylko dolar, któremu dane pozwalają osiągać kolejne szczyty. Na fali wzrostu oczekiwań podwyżek stóp w górę idzie funt i notuje istotne rekordy.
Lepsze dane pchają dolara
Ostatnimi dniami niemal codziennie widzimy nowe szczyty dolara. Wczorajsze zawdzięczamy najprawdopodobniej dobrym danym makroekonomicznym. Sprzedaż detaliczna rośnie o 1,7% wobec oczekiwanych 1,4%. Z kolei produkcja przemysłowa wzrosła o 1,6% wobec oczekiwanych 0,7%. Efektem tych danych jest dalsze umacnianie się dolara. Za jedno euro płaci się już tylko dolara i trzynaście centów. Dolar drożeje również względem złotego. Jego cena osiągnęła dzisiaj już 4,12 zł.
Wzrost cen na Wyspach
Rano poznaliśmy wskaźnik inflacji w Wielkiej Brytanii. Jak niemal wszystkie odczyty w tym miesiącu również ten przekroczył oczekiwania analityków. Ceny rosną o 4,2% w ujęciu rocznym, co jest wzrostem o ponad procent w skali miesiąca. Analitycy przyjmują to jednak za dobrą wiadomość, widząc przestrzeń do podwyżek stóp procentowych na Wyspach. To właśnie te oczekiwania powodują, że funt zyskuje na wartości. Wzrosty są na tyle silne, że jesteśmy obecnie świadkami kolejnych maksimów funta względem euro od początku brexitu. Funt jest również najdroższy względem złotego osiągając 5,53 czyli najwyższy poziom od ponad 5 lat.
Węgrzy podnoszą stopy procentowe
Bank Węgier kontynuuje politykę stabilnych, aczkolwiek wolnych, wzrostów stóp procentowych. Na wczorajszym posiedzeniu podniesiono stopy zgodnie z oczekiwaniami o 0,3%. Wartość ta może wydawać się relatywnie nieduża, ale trzeba pamiętać, że Węgrzy konsekwentnie podnoszą stawki. Obecnie wynosi ona 2,1% i jest o 0,85% wyższa niż w Polsce. Ruch ten został doceniony przez rynki, a forint zyskiwał po publikacji. Najwyraźniej część inwestorów obstawiała niższy wzrost stóp na tym posiedzeniu. Poprzednim razem stopy rosły o 0,15%, aczkolwiek przyspieszenie inflacji z pewnością powoduje większą presję na wzrost stóp.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.
Wybicie oporu na złocieCena złota w ostatnich dniach wybiła góra opór 1830 $ z którym nie mogła sobie poradzić w ostatnich miesiącach. Dopiero za czwartym podejściem bykom udało się pokonać ten poziom. W chili obecnej impuls wzrostowy wyhamował i wszystko wskazuje, że możemy spodziewać się korekty.
Jeżeli po ponownym wytestowaniu tym razem już wsparcia . kupujący nadal będą dominować, należy spodziewać się wzrostów w okolice 1910 $.
Poziomy wsparcia i oporu? Są to jedne z najważniejszych pojęć w analizie technicznej. Mogą być definiowane, jako poziom lub jako strefa, gdzie dochodzi do silnej reakcji ceny. Wsparcie to miejsce gdzie cena w przeszłości broniła przed dalszym spadkiem cen. Analogicznie opór, to miejsce gdzie cena w przeszłości broniła przed dalszym wzrostem cen. Należy pamiętać o tym, że przebite wsparcie staje się oporem, a przebity opór zamienia się we wsparcie – zgodnie z zasadą zmiany biegunów. To właśnie w tych miejscach profesjonalni traderzy zajmują swoje pozycje na rynku.
Wsparcia i opory to nie tylko poziome linie lub strefy ale mogą być nimi również linie trendu, kanały trendu, poziomy fibonaciego, lub średnie.
👍 Podoba się? POLUB ANALIZĘ
✏️ Masz jakieś pytanie ? Komentuj
❤️ Wsparcie. Działamy non-profit i za nasze analizy nie pobieramy opłat jeżeli uważasz, że warto wesprzeć nasz wysiłek możesz jeszcze bardziej zmotywować lajkiem na sm
➡ Zarabiamy na rynku. Nie robimy płatnych szkoleń oraz nie prowadzimy płatnych grup. Naszą wiedzę udostępniamy za darmo.
➡ Na krypto tradujemy od 2012 roku.
➡ Zawarta treść w analizie nie jest sponsorowana.
Inwestycje w instrumenty rynku OTC, w tym kontrakty na różnice kursowe ( CFD ), ze względu na wykorzystywanie mechanizmu dźwigni finansowej wiążą się z możliwością poniesienia strat przekraczających wartość depozytu. Osiągnięcie zysku na transakcjach na instrumentach OTC, w tym kontraktach na różnice kursowe ( CFD ) bez wystawienia się na ryzyko poniesienia straty, nie jest możliwe, dlatego kontrakty na różnice kursowe ( CFD ) mogą nie być odpowiednie dla wszystkich inwestorów.
Dolar ciągnie w dół złotegoPo raz kolejny w ostatnich dniach złotówka wyraźnie traci na wartości po silnych umocnieniach dolara. Kapitał ucieka na drugą stronę oceanu, co uzasadnia obecne zmiany na walutach.
Dolar dalej rośnie
Wczorajsze dane z USA po raz kolejny potwierdziły, że sytuacja gospodarcza za oceanem staje się coraz lepsza. Opublikowany wskaźnik NY Empire State okazał się wyraźnie wyższy od oczekiwań. Był to trzeci najlepszy rezultat od dwóch lat. W efekcie byliśmy świadkami dalszego umacniania się amerykańskiej waluty szczególnie względem euro. Umocnienie wyniosło mniej więcej kolejnego centa, co powoduje, że jesteśmy na najniższym poziomie od lipca 2020 roku. Dolar zyskuje również względem złotego. Amerykańska waluta kosztuje już 4,10 zł. O skali zmienności najlepiej świadczy fakt, że jeszcze tydzień temu było to tuż ponad 3,95 zł.
Złoty znów w odwrocie
Umacnianie się dolara po raz kolejny powoduje wysysanie kapitału z Europy. W odwrocie jest również złotówka i to pomimo dobrych danych makroekonomicznych. Warto zwrócić uwagę, że z państw naszego regionu, które ostatnio opublikowały dane na temat PKB, tylko Polska zaskoczyła pozytywnie. Złotemu teoretycznie nie powinny przeszkadzać też ostateczne dane o inflacji. Finalny odczyt wbrew pesymistycznym oczekiwaniom nie został skorygowany w górę względem wstępnych danych i inflacja wciąż wynosi 6,8%. Pomimo tych danych złoty jest w wyraźnym odwrocie przez dane z USA. Euro kosztuje już 4,65 zł i patrząc na obecną sytuację, może to nie być koniec tego ruchu.
Korekta na kryptowalutach
W zeszłym tygodniu bitcoin kosztował 69 000 dolarów, po osiągnięciu szczytów rozpoczęła się przecena. Dzisiaj cena przez chwilę spadła poniżej 60 000. Podobnie sytuacja wygląda na całym rynku kryptowalut, który stracił proporcjonalnie na wycenie. Część analityków zwraca uwagę na powiązanie tego ruchu z poprawiającą się sytuacją dolara. Być może to właśnie perspektywa wzrostu stóp procentowych powoduje, że część kapitału ucieka z powrotem na tradycyjne rynki.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.
Spadek na parze EURUSDSłabość złotego to konsekwencja ruchu spadkowego na parze EUR/USD. Główna para walutowa złamała wsparcie na poziomie 1,15 i zmierza w kierunku kolejnego, a więc okolic 1,1420. Bodźcem takiego ruchu stały się odczyty inflacji CPI z USA, która wyniosła, aż 6,2% i była najwyższa od 30 lat. Taki odczyt to oczywiście woda na młyn dla inwestorów, by rozgrywać scenariusz szybszego zacieśniania monetarnego przez Fed. Amerykańscy decydenci są bardzo ostrożni w swoich deklaracjach i póki co rozpoczęli tapering, ale wydaje się, że takie wskazanie nie może przejść obok nich niezauważone. Czy możliwa jest zaskakująca podwyżka stóp, nawet pomijając oficjalne posiedzenia? Nie można tego wykluczyć, skoro Fed w czasie pandemii już nas zaskoczył i obniżał stopy, dlaczego nie mógłby wykonać teraz odwrotnego ruchu? Dolar w relacji do euro ma więc na ten moment olbrzymi potencjał do umocnienia, na bazie właśnie kolosalnych różnic w politykach monetarnych. Biorąc pod uwagę czas, jaki może dzielić dostosowanie się EBC do polityki Fed można wysnuć tezę, że poziom 1,10 na EUR/USD jest jak najbardziej realny.
Totalna zapaść złotego bez udziału inwestorów znad WisłySłaba złotówka to ekstra zysk od NBP dla budżetu państwa na koniec roku. Dolar amerykański wymiata kapitał z rynków wschodzących. Złoty na większości par na kilkuletnich, bądź nawet kilkunastu szczytach. Mnogość argumentów za słabością krajowej waluty może determinować dalsze uruchomienie podaży i tym samym kolejną falę wyprzedaży.
Od jakiegoś czasu pisaliśmy, że krajowa waluta jest bardzo podatna na to, co się dzieje na rynkach zewnętrznych. Doskonale wiadomo, jak mocniejszy dolar amerykański wpływa na waluty rynków wschodzących. Niemniej jednak to, co się stało ze złotym w ostatnich godzinach, naprawdę zaskakuje. Skala wyprzedaży jest tak silna, że nawet trudno pisać o lokalnych oporach, bo EUR/PLN pokonuje każde kolejne z łatwością. Jesteśmy już blisko poziomu 4,65 zł, który przynajmniej w teorii może zatrzymać skalę deprecjacji. Tak naprawdę poza wspomnianą siłą “zielonego”, można jeszcze kilku czynników się doszukiwać, które w tym krótkim okresie wpływają na zachowanie naszej waluty. Po pierwsze rozwijająca się w dość szybkim tempie IV fala pandemii, która pokazuje statystyki już na poziomie bliskim 20 tys. zakażeń dziennie i ponad 200 zgonów. Nie trzeba nikogo przekonywać, że swoje trzy grosze in minus dołoży to do wzrostu gospodarczego. Po drugie dość mglista polityka monetarna RPP powoduje, że inwestorzy boją się nieco odkładać kapitał w rodzimych aktywach. Cały czas tak naprawdę nie wiemy, czy kolejna podwyżka stóp będzie w Polsce, czy jednak nie. I po trzecie trzeba pamiętać, co się wydarzyło w końcówce ubiegłego roku i zaciekła walka NBP o osłabienie kursu swojej waluty. Jest to oczywiście powiązane z wypłatą dywidendy do budżetu państwa, jeśli waluta jest słaba aktywa są wyceniane dużo wyżej i wpłata jest sowita, a na tym rządowi z pewnością mocno zależy. Jeśli opór na poziomie 4,65 zł pęknie, to możemy być świadkami ruchu nawet w okolice 4,70 zł.
Złoty w odwrocie Dzień wolny w Polsce z pewnością nie pomógł, ale to nie brak rodzimych inwestorów odpowiada za gwałtowną przecenę złotego. Ameryka znów zasysa kapitał ze Starego Kontynentu, a złoty notuje wielomiesięcznie minima względem dolara i franka.
Dolar zwiedza kolejne szczyty
W środę poznaliśmy dane na temat inflacji. To właśnie jej wzrost do poziomu 6,2%, czyli najwyższego poziomu od początku lat 90-tych, jest głównym winowajcą zamieszania. Rynki zareagowały, przyspieszając swoje oczekiwania względem poziomu stóp procentowych w przyszłości. Skoro inflacja rośnie, spodziewają się podwyżek stóp procentowych i zaczynają kupować dolara. W rezultacie w środę i czwartek dolar od otwarcia umocnił się względem euro o imponujące 1,5 centa. Nie przeszkodziły kolejne bardzo niskie wyniki wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, które utwierdzają inwestorów w dobrej kondycji tamtejszego rynku pracy.
Złoty w odwrocie
Oprócz covidowych problemów złotego, w ciągu ostatnich dni pojawiła się jeszcze jedna kwestia – zmiany na rynkach światowych. Skoro w ciągu dwóch dni dolar tak mocno zyskał na wartości względem euro, to rozpoczęło się przerzucanie kapitału na drugą stronę oceanu. Widać to szczególnie dobrze po notowaniach euro. Jeszcze w środę rano europejska waluta kosztowała trochę ponad 4,59 zł, dzisiaj testowane są już okolice 4,65 zł. W tym samym czasie dolar zyskał na wartości imponujące 10 groszy, sięgając 4,06 zł. To najdroższy dolar od maja 2020.
Dramat frankowiczów
Słabość złotego względem euro przekłada się również na inne waluty. Sytuację pogarszają słabe poziomy euro względem franka. W rezultacie skoro złoty traci do euro, a euro do franka, to poziom złotego względem franka musi jeszcze mocniej tracić. To właśnie się stało. Frank kosztuje obecnie ponad 4,40 zł i jest najdroższy od 2015 roku. Jest też gorsza część tej wiadomości. To wcale nie musi być koniec tej historii, szczególnie biorąc pod uwagę ryzyka polityczne, czy covidowe. Z drugiej strony, jeżeli NBP chce wygenerować zysk, to już złoty jest słabszy niż rok temu, więc jest szansa, że dalszych niespodzianek z tamtej strony nie będzie.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.
Euro znów poniżej 4,60 złRynki powoli się stabilizują po ostatnich podwyżkach stóp procentowych. Coraz więcej inwestorów zauważa dobre perspektywy rodzimej waluty pomimo rosnących ryzyk.
Złoty znów się umacnia
Pomimo podwyżek stóp procentowych złotówka w dalszym ciągu oscyluje w okolicach 4,60 zł. Powodem tego, że nasza waluta nie umacnia się tak, jak mogłoby wynikać z podwyżki o 0,75%, jest wzrost pewnych ryzyk. To właśnie kwestie niestabilności politycznej na linii Unia – Polska i problemy z pandemią powodują wzrost awersji do ryzyka. W rezultacie mamy dwie silne grupy bodźców. Jedne umacniają złotówkę, a drugie osłabiają. W tym tygodniu silniejsza okazuje się tendencja wynikająca ze wzrostu stóp procentowych. Wynikiem tego jest umacnianie się złotego względem głównych walut.
Co zrobi bank Rumunii?
Dzisiaj posiedzenie Banku Rumunii. Jest to jedyny w naszym regionie bank centralny, który na razie bardziej ospale reaguje na rosnącą inflację niż NBP. Z drugiej strony, pomimo iż dotychczas podniósł stopę procentową o zaledwie 0,25%, należy pamiętać, że zaczynali od poziomu 1,25%. W rezultacie już teraz są na tym samym poziomie co Polska po wzroście o 1,4%. Jutro poznamy wskaźnik inflacji, ale już teraz oczekiwania mówią o 7,3%. Nawet gdyby ta prognoza (w przeciwieństwie do innych państw regionu) nie została przekroczona, można spodziewać się, że stopy procentowe będą musiały wzrosnąć o więcej niż oczekiwane 0,5%, by sytuacja była pod kontrolą.
Kolejne rekordy kryptowalut
Rynek kryptowalut niesamowicie zyskuje na obecnej inflacji. Pytanie, jak długo trwać będą wzrosty, po raz kolejny wraca i po raz kolejny brak jasnej odpowiedzi. Widać tylko kolejnych inwestorów, którzy skoro nie załapali się na poprzednią falę wzrostów, teraz próbują nadrobić. W rezultacie napływ kapitału na rynki jest niemal ciągły, co powoduje, że ceny rosną. Jeżeli jednak stopy procentowe będą rosnąć, w końcu może się okazać, że na rynku równowaga się odwróci i przybędzie sprzedających. Aż strach pomyśleć, jak nisko potencjalnie może doprowadzić nas taka korekta.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:00 – Niemcy – indeks instytut ZEW.
Rynki pracy za oceanemPiątek przyniósł ważny pakiet danych z rynku pracy. Pokazał on, że odczyty wracają bardzo sprawnie na poziomy sprzed pandemii.
Lepsze dane z USA
Piątek przyniósł kolejne lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia spadła do 4,6%, czyli o 0,1% mocniej niż oczekiwania. To kolejna redukcja z rzędu. W ciągu 4 miesięcy parametr ten spadł o imponujące 1,3%. Wyżej od oczekiwań plasują się również zmiany zatrudnienia, co akurat nie powinno dziwić. Spadek bezrobocia wynika bowiem z owych nowych miejsc pracy. Słabszym akcentem jest natomiast tempo wzrostu wynagrodzeń. 4,9% to niby dużo, ale należy pamiętać, że to wartość niższa od obecnego poziomu inflacji, na szczęście niewiele niższa. Po tych danych dolar umocnił się, chwilowo osiągając najwyższy poziom względem euro od drugiej połowy 2020 roku.
Rośnie nadwyżka handlowa Chin
W niedzielę opublikowano dane na temat handlu zagranicznego z Państwa Środka. Bilans handlu zagranicznego jest kwotowo najwyższy w historii. Pokazuje to, jak bardzo próba Chin przejścia na konsumpcję wewnętrzną okazuje się fiaskiem. Dla porównania skali obecne 84,5 mld dolarów nadwyżki handlowej to zaledwie 15% mniej niż dochody budżetu Polski z ostatniego roku przed pandemią.
Kanada też pokazuje dobre dane
Dobre dane w piątek nie dotyczyły tylko USA. Dobre wyniki pokazała również Kanada. Co ciekawe, bezrobocie spadło tam pomimo słabszej od oczekiwań zmiany zatrudnienia. Bezrobocie wynosi jednak 6,7%. Może się wydawać to bardzo dużo, biorąc pod uwagę rezultat w USA. Z drugiej strony jest to wynik 1,2% powyżej minimów sprzed pandemii. Jest to bardzo podobna wartość jak u południowego sąsiada. Dolar kanadyjski po tych danych zyskiwał na wartości.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych, ale należy pamiętać, że w weekend w USA doszło do zmiany czasu na zimowy i dane makroekonomiczne wracają na standardowe godziny.
Ciężkie czasy dla frankowiczów Ciężkie czasy nastały dla frankowiczów. Kurs helweckiej waluty po blisko dwutygodniowym rajdzie dotarł do poziomu 4,38 zł. Poziom ten wypada tuż poniżej szczytu pandemicznego z lutego zeszłego roku. Co więcej po krótkiej korekcie obecnie kurs CHFPLN wychodzi jeszcze wyżej. W tym momencie by szukać droższego franka musimy się cofnąć do stycznia 2015 roku i pamiętnego czarnego czwartku. Widać jednak reakcje obronne i całkiem możliwe, że trwający właśnie atak pozostanie nieskuteczny. W takim scenariuszu powinniśmy zawiązać konsolidację wokół poziomu 4,35 zł. Wybicie jej dołem może skutkować usunięciem się kursu nawet o 10 groszy.
Największe rozczarowanie tygodnia Brytyjski funt jest chyba największym rozczarowaniem ostatniego tygodnia. Jak po EBC absolutnie nikt się nie spodziewał racjonalnych działań, tak BoE w pewnym momencie rozpaliła mocno oczekiwania co do normalizacji polityki pieniężnej. Głośne deklaracje o świadomości, że inflacja na Wyspach może przekroczyć 5%, zostały odebrane jako zapowiedź nawet podniesienia stóp procentowych. Nic takiego nie miało jednak miejsca, a za tym scenariuszem opowiedziało się zaledwie dwóch członków MPC. Na kanwie tych wydarzeń funt najpierw dynamicznie się umocnił, wybijając się chwilowo ponad obecnie obowiązujący kanał spadkowy. Potem jednak równie spektakularnie został przeceniony po ogłoszeniu decyzji BoE. Obecnie funt kieruje się w okolice 5,34 zł, gdzie czeka na niego wydaje się istotne wsparcie. Patrząc na sytuację geopolityczną (spór z Francją) oraz pandemiczną, ciężko liczyć w tych okolicach na jakieś gwałtowne odbicie. Na pewną korektę i przynajmniej chwilową konsolidację można jednak już oczekiwać.
Dolar odbił Inaczej wygląda sytuacja na dolarze. Ten wprawdzie wyłamał kanał wzrostowy, zarysowany w drugiej połowie października, oddając 40% zasięgu. Co gorsze, kolejny dołek został wyznaczony na jeszcze niższym poziomie, co można było już odbierać jako mocny sygnał prosprzedażowy. Ostatecznie jednak amerykańska waluta dynamicznie odbiła wychodząc na najwyższe poziomy od sierpnia. Warto pamiętać, że są one jednocześnie tegorocznym maksimum, a żeby znaleźć droższego ”zielonego” musimy cofnąć się aż do maja ubiegłego roku. Obecnie znajdujemy się niecałe 2 grosze od tego poziomu i niewykluczone, że w najbliższym czasie, będziemy świadkami kolejnego ataku na ten szczyt. W tym tygodniu Rezerwa Walutowa zrobiła dużo, by w dłuższej perspektywie osłabić waluty naszego regionu. Tutaj warto przypomnieć, że kolejne technicznie istotne poziomy znajdują się 20 groszy wyżej.
EURPLN w okolicach 4,60Kurs EURPLN jest coraz mocniej przyklejony do rejonu wokół 4,60 zł. Po tym, jak zarysował na koniec września szczyt przy 4,64 zł, oscyluje wokół obecnego poziomu z maksymalnym odchyleniem 4 groszy. W międzyczasie zaliczył klasyczne, acz szybkie fale spadkowe, wszedł w dość wąski i ostro nachylony kanał wzrostowy, wyłamał go, po czym powrócił do poziomu sprzed jego opuszczenia. Niby dużo się dzieje, ale na względnie małym zasięgu. Jest to spowodowane faktem, że obie waluty w ostatnim czasie miały swoje problemy. Wspólnej walucie ciąży ostatnie posiedzenie Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego (EESC), który kolejny raz odwrócił się od problemu inflacji. Ta bierność może zaskakiwać, zwłaszcza w odniesieniu do pozostałych banków centralnych, które zerwały z narracją przejściowego charakteru dynamiki cen. W szerszej perspektywie możemy mówić o formacji trójkąta schodzącego zarówno z góry jak i z dołu, co może sugerować jednak wybicie na korzyść euro. Realizacja tego scenariusza oznaczałaby testowanie tegorocznego szczytu przy 4,665 zł
Czesi podnoszą stopy procentowe o 1,25%Piątek nie zaskoczył inwestorów. Dane z Polski podobnie jak dane z USA potwierdzały obserwowane ostatnio na rynkach tendencje, stąd nie mieliśmy gwałtownych zmian kursów walut.
Polska gospodarka bez niespodzianek
Piątkowe dane na temat wzrostu PKB w Polsce nie były zaskoczeniem. Zgodnie z oczekiwaniami w ciągu roku w spadek wyniósł 2,8%. To dużo mniej niż w szczycie pandemii przewidywali analitycy. Z drugiej strony koszty uzyskania tego wyniku dla budżetu i kilku funduszy, z których rząd wydawał pieniądze, by nie pokazać ich w budżecie, były niespotykane. Po tych danych złotówka zyskiwała, jednak do końca dnia znowu powróciła w okolice 4,52 zł za euro.
Wydatki Amerykanów
W piątek poznaliśmy również dane na temat dochodów i wydatków Amerykanów. Dane te są istotne dla gospodarki, bo spadające zakupy prędzej, czy później przekładają się na problemy gospodarki. Z tego też powodu wzrost wydatków o 2,5% cieszy. Imponujący jest wzrost dochodów, ale 10% jest tutaj nie tyle realnym wzrostem, ile odbiciem po gwałtownych spadkach. Parametr ten tylko nieznacznie przekroczył zresztą oczekiwania analityków.
Kolejne dane zza oceanu
Również w piątek poznaliśmy dane z Uniwersytetu Michigan. Uczelnia ta publikuje bardzo ważny dla gospodarki miesięczny raport, w którym publikuje przede wszystkim swój indeks pokazujący, jakie są perspektywy przed gospodarką, ale również oczekiwania krótko i długoterminowej zmiany cen. Spodziewane jest wyraźne przyspieszenie inflacji, nawet powyżej 3%. Z kolei sam indeks zgodnie z oczekiwaniami po ostatnich słabszych danych wyraźnie spadł w lutym, co sugeruje, że perspektywa powrotu do tzw. normalności się wydłuża. Nie zmienia to faktu, że na fali dobrych danych z dochodów i wydatków Amerykanów dolar zakończył tydzień umocnieniem względem większości walut.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na odczyty wskaźników PMI dla głównych gospodarek światowych.
Dzień banków centralnychDzisiejszy dzień na rynkach nie powinien wiać nudą. Dodatkową niespodzianką oprócz samych decyzji będzie godzina ich publikacji przez RPP, która nawet tym postanawia dodatkowo zaskakiwać rynek, wciąż mówiąc o stabilizacji.
Zbliża się decyzja RPP
Po ostatniej podwyżce i show na konferencji prasowej w wykonaniu prezesa Adama Glapińskiego wydawało się, że listopadowe posiedzenie będzie wiało nudą. Wynik inflacji z zeszłego tygodnia, gdzie wzrost cen niespodziewanie przyspieszył o niemal procent, nakazuje jednak zupełnie inaczej spojrzeć na problem. To, że 6,8% inflacji to problem, to większości osób nie trzeba przekonywać. W rezultacie znacznie bardziej prawdopodobna jest podwyżka stóp procentowych i to nawet taka w rodzaju 0,5%. Nie zmienia to faktu, że nawet gdyby zrealizować pomysł pana Zubilewicza, nie byłoby to nierozsądne. Dla przypomnienia od kilku spotkań wnioskował o podwyżkę do 2%, co wtedy wyglądało na szaleństwo. Jednym słowem, czeka nas duże zamieszanie na złotym. Wygląda na to, że podwyżka o 0,25% jest już dawno w cenach, zatem niski wzrost może nawet osłabić naszą walutę.
Czekając na FED
Posiedzenie RPP jest oczywiście ważne, ale z punktu widzenia Polski. Nie można zapomnieć, że na rynkach światowych ma dzisiaj miejsce znacznie ważniejsze posiedzenie, czyli FOMC. Federalny Komitet Otwartego Rynku to amerykański odpowiednik naszej RPP. W USA co prawda nikt nie spodziewa się jeszcze wzrostu stóp procentowych, ale oczekiwany jest początek wygaszania programu skupu aktywów. Wynosi on obecnie 120 mld dolarów miesięcznie, tak to więcej niż roczny budżet naszego kraju drukowane co miesiąc. Spodziewany poziom redukcji to 15 mld miesięcznie, czyli zakończenie programu w czerwcu 2022. Jeżeli scenariusz ten się potwierdzi, powinniśmy być świadkami umacniania się dolara.
Nie same decyzje
Pamiętajmy, że decyzje banków centralnych to jedno, ale są jeszcze potem komunikaty i konferencje prasowe. To one mogą pokazać przyszły kierunek zmian, przynajmniej w przypadku FED. Ma on znacznie większe zamiłowanie od RPP do transparentnej komunikacji z rynkiem. Jest to o tyle kluczowe, że tego typu wskazówki pozwalają rynkom przygotowywać się i uwzględniać zmiany stopniowo. Dzięki temu unikniemy sytuacji, która z bardzo dużym prawdopodobieństwem wydarzy się dzisiaj na złotówce.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
19:00 – USA – decyzja FOMC.
Frank zbliża się do 4,40Piątek nie zaskoczył inwestorów. Dane z Polski podobnie jak dane z USA potwierdzały obserwowane ostatnio na rynkach tendencje, stąd nie mieliśmy gwałtownych zmian kursów walut.
Piątkowa korekta dolara
Po tym, jak w czwartek działania EBC (a raczej ich brak) spowodowały gwałtowny wzrost euro względem dolara, przyszedł czas na korektę. Piątek przyniósł niemal 1,5 centa umocnienia amerykańskiej waluty. Działo się to przy przyzwoitych, aczkolwiek wcale nie wybitnych danych makroekonomicznych. Rosły wydatki Amerykanów, ale spadały dochody, co może znowu przypominać o ciążących na nich kredytach. Lepiej od oczekiwań wypadły też indeksy koniunktury. Ważniejszym wydarzeniem jest jednak zmiana oczekiwań inwestorów względem stóp procentowych. Nowa prognoza Goldman Sachs mówi obecnie o wzroście w lipcu 2022 roku zaraz po końcu zmniejszania programu skupu aktywów.
Stabilizacja złotego
1 listopada to dzień wolny nie tylko w Polsce. Fakt, że to święto obchodzone jest jeszcze na Węgrzech i na Słowacji nie wstrzymuje notowań. Był to jednak dość dobry dzień dla polskiej waluty, której udaje się wybić z trendu spadkowego względem euro. Stabilizacja w okolicach 4,62 zł jest czymś, co zdecydowanie bardziej sprzyja eksporterom niż osobom zainteresowanym kupnem walut. Należy jednak spojrzeć na pewien problem, który tworzy umacnianie się franka względem euro. W ciągu dwóch tygodni umocnił się on o niemal dwa centymy. Oznacza to, że nawet gdyby euro nie drożało w tym czasie frank i tak podrożałby o około 8 groszy. To właśnie ten ruch odpowiada za to, że nowy miesiąc kredytobiorcy frankowi rozpoczęli od niemiłej niespodzianki w postaci franka za 4,38 zł.
Zmiana czasu
W weekend mieliśmy zmianę czasu z letniego na zimowy. Niby rzecz oczywista, ale trzeba pamiętać, że nie cały świat zmienia godzinę w ten sam weekend. Polska zmienia ją razem z Unią Europejską, więc tutaj problemu nie ma. Amerykanie zmieniają jednak tydzień po nas. Oznacza to, że wszystkie dane makroekonomiczne publikowane będą w tym tygodniu godzinę wcześniej niż zwykle. Jest to i tak mała różnica względem pomysłu niezmieniania czasu z letniego na zimowy, gdyby zmiana miała nie dotyczyć wszystkich.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:00 – USA – Raport ISM dla przemysłu.
Słabośc złotego sprzyja CHFFrank przez blisko miesiąc znajdował się w poziomej konsolidacji. Na początku października dwukrotnie próbował się z niej wyrwać, jednak nieskutecznie. Dopiero na koniec poprzedniego tygodnia ta sztuka mu się udała. Co ciekawe, znajdujemy się obecnie przy górnej granicy zasięgu wyznaczonej przez miarę opisywanej konsolidacji, co może stanowić naturalny pretekst do chociażby drobnej korekty. Frank nie jest ostatnio gwiazdą na globalnych rynkach i wygląda na to, że ostatnie wybicie jest raczej kwintesencją słabości złotego niż mocy szwajcarskiej waluty. Może to oznaczać, że to nie jest koniec ruchu, zwłaszcza jeśli RPP dotrzyma słowa o tym, że ostatnia podwyżka była jednorazowym ruchem. Na zdrowy rozsądek ciężko wierzyć w taki scenariusz, niestety nie jest on w ostatnim czasie wyznacznikiem rodzimej polityki pieniężnej. Dzisiaj poznaliśmy kolejny odczyt na temat inflacji w Polsce, która wynosi już 6,8%. Coraz wyraźniej zbliżamy się do standardów południowoamerykańskich, co w obecnych realiach absolutnie nie jest komplementem.
Czy Bank Anglii zaskoczy?Wielka Brytania także czeka na przyszłotygodniowe posiedzenie banku centralnego. Różnica jest jednak taka, że w tym wypadku nie można wykluczyć, że Brytyjczycy już teraz podejmą kluczowe decyzje i rozpoczną proces zacieśniania polityki pieniężnej. Oczekiwania tego ruchu wyraźnie widać na wykresach, również tym powiązanym ze złotym. Kurs GBPPLN przez większość września znajdował się w wąskim kanale wzrostowym o dość stromym nachyleniu. Co istotne, jego wyłamanie wcale nie zakończyło się zmianą trendu. Dość szybko zareagowało wsparcie przy 5,33 zł, które zapoczątkowało kolejną falę w górę. Obecnie jesteśmy już 13 groszy wyżej i wciąż tkwimy powyżej linii trendu. Co ciekawe, ta ma podobny kąt nachylenia, co wrześniowy kanał, sugeruje to, że i zasięgi w obu przypadkach mogą być podobne. Oczywiście wiele zależy od Banku Anglii, który jak wiemy, lubi ostatnio zaskoczyć i mocno namieszać w sytuacji na funcie.
W oczekiwaniu na decyzje Rezerwy FederalnejSytuacja na dolarze wydaje się w pewnym stopniu przeciwieństwem do euro. Przede wszystkim Amerykanie dopiero czekają na decyzje Rezerwy Federalnej w sprawie atrybutów polityki pieniężnej. I choć twardych zmian raczej nie ma co się spodziewać, to jednak miękkie sugestie na temat ich terminu już jak najbardziej mogą się wydarzyć. W Stanach inflacja wciąż zadziwia i coraz trudniej traktować ją w kategoriach przejściowości. Zresztą nawet sam Powell ostatnio wycofał się z tych słów. Kolejnym przeciwieństwem jest wypełniona już formacja trójkąta (odwrotna względem tej na EURPLN). Wsparcie przy 3,92 okazało się nie do pokonania, w przeciwieństwie do linii krótkoterminowego trendu spadkowego rozpoczętego pod koniec zeszłego miesiąca. Obecne wybicie czysto teoretycznie powinno nas zaprowadzić co najmniej do poziomu ostatniego szczytu. Ten wypada tuż nad okrągłym poziomem 4 złotych, przez co jego testowanie może być jeszcze ciekawsze niż zwykle.
Złoty szuka dnaPo raz kolejny ostatni tydzień miesiąca przynosi osłabienie naszej waluty. Wszystko wskazuje, że to nie koniec ciężkich czasów dla złotego. Na rynkach weszliśmy w czas decyzji. Już w przyszłym tygodniu posiedzenia banków centralnych w Polsce, Wielkiej Brytanii oraz w Stanach Zjednoczonych. EBC decyzje ma za sobą.
Europejski Bank Centralny kolejny raz udowodnił, że nie radzi sobie z rolą proaktywnego lidera, podkreślając jeszcze bardziej, że funkcjonuje bardziej dla instytucji finansowych, niż obywateli Unii. Po czwartkowym posiedzeniu nie tylko nie uległy zmianie żadne istotne parametry polityki pieniężnej, ale również mocno zasugerowano, że podobny scenariusz czeka nas przy okazji kolejnego posiedzenia. EBC ma praktycznie za nic fakt, że w niektórych regionach strefy euro inflacja przebiła już poziom 6%. Zgodnie z zapowiedziami czekamy na początek przyszłego roku, gdy wygaszany będzie pierwszy (a przecież wcale nie jedyny) program QE.
Czwartkowa decyzja spowodowała zatrzymanie ostatniego trendu wzrostowego na EURPLN. Ten zapoczątkowany w połowie miesiąca, wyprowadził kurs z poziomu 4,55 zł do 4,63 zł. A stąd brakuje już tylko 4 grosze do tegorocznego szczytu. Co istotne, kurs wcale nie wyłamał się z krótkoterminowego trendu, co może oznaczać zaledwie przystanek i akomodację przed kolejnym ruchem w górę. Obecnie zbliżamy się do zamknięcia formacji trójkąta wyznaczonej przez ostatni szczyt przy 4,64 zł oraz linię trendu puszczoną od ostatniego dołka. Rozwiązanie jej górą będzie jasnym sygnałem do ataku na maksima z 2021 roku.






















