Wait and seeNa rynkach trwa poszukiwanie kierunku. W Polsce uwaga zwraca się ku ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie, gdzie dziś rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie RPP. Reszta świata przygotowuje się już do jutrzejszej publikacji inflacji z USA, czyli kluczowego odczytu w tym tygodniu. Gdzieś w tle trwa tradycyjny amerykański taniec wokół limitu zadłużenia, a dane z Chin nie napawają optymizmem.
RPP bez wpływu na PLN?
Już jutro poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej odnośnie do stóp procentowych. Scenariusz bazowy to utrzymanie głównej stopy na poziomie 6,75%, a jakikolwiek ruch będzie sporym zaskoczeniem dla rynków. Trudno też spodziewać się zmiany wymowy komunikatu po posiedzeniu, gdy dynamika cen w Polsce pozostaje jedną z najwyższych w Europie. Jednak im bliżej wyborów parlamentarnych (październik) ryzyko niespodzianek ze strony RPP będzie rosło, a szef NBP może zacząć jeszcze mocniej suflować hasło dezinflacji. Jednak na ten moment trudno oczekiwać, aby jutrzejsza decyzja Rady (czy nawet czwartkowa konferencja prof. Glapińskiego) wyraźnie wpłynęły na pozycję złotego. Rodzima waluta pozostaje silna i wciąż nie napotkała realnej kontry dla swojej aprecjacji. Większość analityków jest przekonana, że prawdziwa korekta ruchu spadkowego na parach z głównymi walutami musi wreszcie nastąpić, ale na razie PLN także ich nie chce słuchać. We wtorkowy poranek rzeczywiście zauważalne jest osłabienie złotego, ale ten ruch w dalszym ciągu nie neguje już 3-miesięcznego trendu umocnienia naszej waluty. O godz. 10 kurs euro utrzymuje się powyżej 4,56 zł, a kurs dolara przekracza 4,15 zł.
USD zyskuje, czekając na inflację
Polski wzrok kieruje się na RPP, ale globalna uwaga skupia się na jutrzejszym odczycie inflacji z USA. Prognozy wskazują, że wskaźnik CPI w ujęciu rocznym ma się ustabilizować na poziomie 5%. Odczyt tej wagi ma szansę wygenerować większą zmienność na rynku, chociaż karty na stole amerykańskiej polityki monetarnej wydają się już rozdane. Rynek jest przekonany, że w zeszłym tygodniu doszło do ostatniej podwyżki stóp, a więc ich szczyt przypada na przedział 5%-5,25%. Co więcej, inwestorzy zaczynają oczekiwać, że cykl obniżek mógłby mieć swój początek już jesienią. Wydaje się, że tylko wyraźnie negatywne zaskoczenie w odczycie inflacyjnym ma szansę w trwalszy sposób zmienić nastroje. Mimo wydawałoby się dosyć pewnej sytuacji na froncie monetarnym, dolar w oczekiwaniu na kwietniową dynamikę cen zyskuje. W środowy poranek kurs EUR/USD utrzymuje się poniżej 1,098 $. „Zielonemu” nie przeszkadza nawet zamieszanie wokół amerykańskiego limitu zadłużenia (pewnie dlatego, że to zwyczajowa przepychanka w tamtejszej polityce), ani wciąż niegasnące obawy o stabilność systemu bankowego.
Zadyszka chińskiego smoka
Państwo Środka opublikowało dziś dane o kwietniowym transgranicznym obrocie handlowym. Eksport rosnący w ujęciu rocznym o 8,5% powinien nastrajać pozytywnie, tym bardziej że był wyższy od prognoz. Jednak poprzedni rezultat na poziomie 14,8% może trochę zmieniać perspektywę. Jeszcze gorzej wygląda import, który obniżył się rok do roku o 7,9% i jest to już szósty spadkowy miesiąc z rzędu tego wskaźnika. Z jednej strony taka sytuacja poprawia chiński bilans handlowy, ale z drugiej stanowi wyzwanie na przyszłość z co najmniej kilku powodów. Jednym z nich jest fakt, że Chiny reeksportują część importowanych dóbr (np. po przetworzeniu produktów w fabrykach), więc rośnie ryzyko osłabienia tamtejszej produkcji przemysłowej. Słabszy import może być też wskazówką, że dla konsumpcji wewnętrznej pozytywny efekt zniesienia polityki zero-covid jest daleki od oczekiwań. Przez taki obraz handlowy Państwa Środka rośnie globalne zagrożenie recesją, ponieważ zmniejsza się szansa, że impuls wzrostowy dla światowej gospodarki nadejdzie z tego kierunku.
USA
Euro nadal z przewagą nad dolarem Dane z rynku pracy niewiele zmieniły w perspektywach polityki monetarnej w USA. Kiepskie dane z Niemiec. Złoty od kilku tygodni pozostaje mocny i mało wrażliwy na to, co się dzieje na szerokim rynku.
Mocne publikacje
W piątek poznaliśmy pakiet danych z amerykańskiego rynku pracy. I trzeba przyznać, było to pozytywne zaskoczenie i pokaz siły tej części gospodarki. Po raz kolejny wzrosła ilość miejsc pracy poza rolnictwem, a dodatkowo spadła stopa bezrobocia i to 0,2% względem oczekiwań analityków. Początkowo USD dostał wiatru w żagle, szczególnie widoczny był zjazd na głównej parze walutowej świata poniżej 1,10. Szybko jednak inwestorzy doszli do wniosku, że tak naprawdę dane niewiele zmieniają w kwestii prowadzonej polityki pieniężnej. Fed zakończył cykl podwyżek stóp procentowych, a już inwestorzy rozglądają się za pierwszym terminem ich obniżek. Publikacja z rynku pracy nie zmieniła też ilości oczekiwanych obniżek stóp do końca roku, która wynosi trzy ruchy po 25 pkt bazowych i ma się rozpocząć we wrześniu.
Wracamy do fundamentów
Szybko więc EUR/USD odbił w górę i znów znalazł się powyżej granicy 1,10. Tutaj też nie tylko kwestie po stronie dolara są decydujące, ale również swoje mocne argumenty ma wspólna waluta. EBC podniósł w poprzednim tygodniu stopę procentową o 25 pkt bazowych i dalej preferuje jastrzębie nastawienie, czyli walkę z inflacją poprzez zwiększenie kosztu pieniądza. Oczywiście chęci to jedno, a bardzo szybko może nadejść weryfikacja po stronie pogarszających się danych makro. Na razie o recesji w strefie euro nie mówi się zbyt wiele, ale sygnały z największej gospodarki, czyli Niemiec sygnalizują pogorszenie sytuacji. Dzisiaj odczyt produkcji przemysłowej za marzec okazał dużo gorszy od prognoz i wyniósł -3,4% w relacji m/m. To kolejne rozczarowanie po ilości nowych zamówień i sprzedaży detalicznej. Jeśli z innych gospodarek zobaczymy podobne sygnały hamowania wzrostu gospodarczego, to szybko może się okazać, że EBC zrewiduje swoje plany i szybciej skończy z zacieśnieniem monetarnym, a to dla euro może oznaczać kłopoty.
Trzyma się mocno
Krajowa waluta ustabilizowała swoje notowania i tak naprawdę nie obserwujemy większych zmian. Mimo to nadal można mówić o dużej odporności na to, co się dzieje na szerokim rynku. Po piątkowych danych z rynku pracy i mocniejszym USD (jak się okazało przez krótki moment) złoty nie zareagował osłabieniem, co zwyczajowo się dzieje. Zbliża się wielkimi krokami posiedzenie RPP, to już 10 maja, ale mało kto spodziewa się zmian w polityce monetarnej. To również nie czas na podjęcie decyzji o ich obniżkach, które są spodziewane owszem na ten rok, ale wydaje się, że będą dopiero wtedy, kiedy choćby EBC zakończy swój cykl zacieśniania. EUR/PLN pozostaje blisko wsparcia na poziomie 4,57, USD/PLN znajduje się poniżej 4,14.
Stopy procentowe znów na pierwszym planieAmerykanie i Czesi nie zawiedli oczekiwań. Stopy w USA wzrosły o 0,25% i wygląda na to, że są na maksimum tego cyklu. Czeskie stopy procentowe swoje maksimum już osiągnęły. Dzisiaj czekamy na EBC.
Stopy procentowe w USA w górę
Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe wzrosły na wczorajszym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku o symboliczne 0,25%. Tym samym przedział dla stóp procentowych ustanawiany przez FED zaczyna się już od 5% i jest najwyższy od 2007 roku. Wyżej jest za to inflacja bazowa. Analitycy zwracają uwagę, że z komunikatu Rezerwy Federalnej zniknęło odwołanie do kolejnych podwyżek. Może to sugerować, że osiągnęliśmy koniec cyklu podwyżek i teraz przechodzimy w tryb oczekiwania. Patrząc na oczekiwania inwestorów, jeszcze w tym roku powinniśmy oglądać obniżki stóp. To właśnie koniec cyklu oraz oczekiwania obniżek powodują, że po decyzji dolar tracił na wartości względem euro.
Czesi nie zmienili stóp
W czasie, kiedy czekaliśmy na decyzje FED, odbyło się również posiedzenie Czeskiego Narodowego Banku. Tamtejszy bank, podobnie jak w Polsce, podniósł już stopy procentowe do docelowych poziomów i liczy, że problem sam się rozwiąże. W Czechach inflacja spada podobnie jak w Polsce. Dzisiejszy poziom 15% jest co prawda nieznacznie większy, ale też stopy procentowe są wyższe o 0,25%. Po samej decyzji korona czeska się nieznacznie umacnia, ale jest to raczej przygotowanie do decyzji EBC niż realny wpływ oczekiwanego braku zmiany stóp.
Indeksy PMI jednak nie takie złe
We wtorek mieliśmy serię odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Zaczęło się bardzo słabo dla Polski. Wartość 46,6 pkt to nie tylko wyraźnie poniżej 47,9 pkt, których oczekiwali analitycy, to również najsłabszy wynik od grudnia 2022 roku. Z drugiej strony Węgrzy pokazali 61,9 pkt. Jest to wynik typowy dla szczytu pozytywnej koniunktury, kiedy to wszyscy patrzą na gospodarkę przez różowe okulary. Dlaczego uzyskali to Węgrzy? Dobre pytanie, część analityków wskazuje, że może to wynikać z faktu, że ostatnio było tam tak źle, że liczą na powrót do normy. Pozostałe odczyty nie wyglądały początkowo różowo, aczkolwiek lepsze od oczekiwań odczyty z Niemiec i Francji spowodowały, że dla całej strefy euro wynik przekroczył oczekiwania. To, że przekroczył to dobrze, ale to, że wynosi 45,8 pkt (czyli wyraźnie poniżej granicy 50 pkt) to druga strona tego medalu.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejszą decyzją powinna być decyzja Europejskiego Banku Centralnego dotycząca stóp procentowych o 14:15.
Inflacja wysoka, ale niższa od oczekiwańPolska waluta w Święto Pracy trochę straciła na wartości, a dzisiaj zaczyna odrabiać. Biorąc pod uwagę święta i nadchodzące decyzje FED i EBC, może to być bardzo ciekawy tydzień.
Ceny rosną wolniej niż 15% rocznie
W piątek poznaliśmy dane na temat wzrostu cen dla konsumentów. 14,7% to mniej niż oczekiwane 15%, ale wciąż strasznie dużo. Optymiści wskazują na to, że miesiąc temu było to 16,1%. Jest to oczywiście znacznie mniej zły wynik. Musimy jednak pamiętać, że NIE JEST to spadek cen, tylko rosną one w mniej szalonym tempie. Do spadku cen inflacja musi mieć wartość ujemną. Rok temu ceny rosły o 12,4%, w rezultacie w ciągu dwóch lat wzrosły już one o około 29%, co wygląda nie tylko bardzo źle, ale też pokazuje, że dwuletni wynik jest wyższy niż miesiąc temu. Miesięczne wyniki będą teraz prawdopodobnie jeszcze jakiś czas spadać, bo odnoszą się do bardzo wysokiego poziomu sprzed roku. Zjawisko to oczywiście pozwoli zdusić ten wskaźnik, ale nie zbliży go do celu inflacyjnego zbytnio.
Dane z Niemiec
W ostatnich dniach główna lokomotywa napędowa strefy euro po raz kolejny udowadnia, że nie jest w stanie dalej tak pędzić. W piątek wstępne dane o wzroście PKB w pierwszym kwartale pokazały, nie jak oczekiwano 0,8%, ale 0,2% na szczęście na plusie. Inflacja spadła we wstępnym odczycie z 7,4% na 7,2%. Problem w tym, że równocześnie nurkuje też sprzedaż detaliczna. Dzisiejszy odczyt w ujęciu miesięcznym miał być wzrostem o 0,4%. Zobaczyliśmy jednak spadek o 2,4%. Na to wszystko przyjdzie dzisiaj jeszcze odczyt PMI. Poziomy w Niemczech od jakiegoś czasu wskazują na duży pesymizm i wątpliwe, by dzisiaj było inaczej.
Glapiński ma nadzieję na obniżki stóp pod koniec roku
Scenariusz obniżania stóp procentowych na wybory wydaje się jeszcze bardziej prawdopodobny. Prezes NBP Adam Glapiński wypowiedział się właśnie, że ma nadzieję, że pod koniec roku będzie możliwa pierwsza obniżka stóp procentowych. Warto zaznaczyć, że dotychczas bardzo mocno zwleka on z potwierdzeniem czegoś, co w sumie już wszyscy wiedzą. Chodzi o zakończenie obecnego cyklu podwyżek stóp procentowych. Jeżeli rynek zacznie się dostosowywać do potencjalnie niższych stóp procentowych w Polsce, będzie to miało negatywny wpływ na złotego. Dla gospodarki z takim eksportem jak nasz jest to korzystne (w przeciwieństwie do portfeli Polaków jadących na wakacje).
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI dla przemysłu.
Kurs dolara najniżej od marca 2022 rokuEUR/USD po kilku dniach konsolidacji wybił jej górne ograniczenie i podążył na północ. Przełożyło się to na spadki USD/PLN, które sprowadziły kurs dolara niewiele powyżej 4,15 zł, czyli najniższych poziomów od ponad roku. Kiedy wszyscy mówią o zbliżającej się korekcie, to złoty w dalszym ciągu nie odpuszcza umocnienia.
Złoty kwiecień
Wiosna najwyraźniej daje impuls nie tylko przyrodzie, ale też rodzimej walucie. Ostatnie tygodnie bez wątpliwości należą do złotego, który sprowadza kursy głównych walut na nawet ponad roczne minima. Warto zauważyć, że PLN radzi sobie dobrze nawet przy dość niepewnym kierunku i sentymencie całego forexa i niejednokrotnie jest najsilniejszym środkiem płatniczym w koszyku regionalnym. Kiedy dodatkowo dochodzi wreszcie do osłabienia USD na szerokim rynku, to otwiera jeszcze szerzej drzwi umocnieniu złotego. Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia tej nocy, gdy kurs dolara znalazł się już niedaleko 4,15 zł, czyli wartości widzianej ostatnio pod koniec marca 2022 r. Nie tylko „zielony” ugina się pod mocą rodzimej waluty, ponieważ kurs euro próbuje się zadomowić pod 4,60 zł, czyli mowa o minimach z czerwca zeszłego roku. Mimo wszystko przy braku wyraźnych pozytywnych czynników fundamentalnych dla PLN (chociażby wczorajsze dane makro) warto zachować ostrożność. Na razie złoty nie słucha analityków i broni się przed korektą, ale takowa byłaby ostatecznie naturalnym zachowaniem po mocnych zyskach.
Inflacja producencka zaskakuje pozytywnie
Hasło dezinflacji będzie zataczało coraz szersze kręgi i powoli nie jest to tylko nieskuteczne zaklęcie polityków. Nie wolno przy tym zapominać o efekcie bazy, czyli wysokich wskaźnikach w analogicznych okresach zeszłego roku, które w pewien sposób zaburzają realny obraz aktualnej dynamiki cen. Mimo wszystko trudno ignorować ostatnie odczyty inflacji producenckiej. Najnowsze przykłady widzimy z dwóch zupełnie różnych kierunków i gospodarek. W Szwecji ceny producentów urosły w ujęciu rocznym o 3,5%. Jest to prawie 6% poniżej ostatniego wyniku i najniższy rezultat od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę. Nie musi to być głównym powodem, ale na rynku widać dziś lekkie osłabienie korony szwedzkiej. O poranku kurs SEK/PLN balansuje na 0,406 zł. Jeszcze ciekawszy przykład płynie z Hiszpanii, która po wykazaniu jednego z najniższych w Europie wskaźników CPI (3,3%), teraz pokazuje deflację PPI. W ujęciu rocznym ceny producentów spadły tam o 1%. Przy ostatnich danych na poziomie 8% i oczekiwaniach na 2,8% taki odczyt robi wrażenie. Ostatnio ten wskaźnik znalazł się poniżej zera na koniec 2020 roku.
Giganci publikują wyniki
Wzrok inwestorów kieruje się w tym tygodniu na Wall Street, gdzie technologiczni giganci opublikują swoje kwartalne wyniki. Kondycja największych amerykańskich spółek może przełożyć się na ogólnorynkowy sentyment. Napięcie widać powoli na najważniejszych indeksach, które w porannym handlu kreują spadki. Zresztą już azjatyckie parkiety wykazały słabość z wyjątkiem w postaci Tokio. W Europie przed godz. 11 najtrudniejsza sytuacja, czyli zniżki w okolicach 1% dotykają Madryt i Mediolan. Najlepiej radzi sobie Frankfurt, gdzie DAX powoli wraca w pobliże poziomu odniesienia. W tym wyścigu gdzieś pośrodku plasuje się Warszawa, a WIG20 spada o 0,6%. Po wzrostowej korekcie pewną stabilizację widać na wycenie ropy. Za baryłkę Brent trzeba płacić w okolicach 82,6$, a za odmianę WTI niecałe 79$.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
W rytm “edka”Jeśli chodzi o notowania USD/PLN, to widzimy konsolidację po momentum spadkowym. W kwietniu kurs spadł o ponad 10 groszy i zbiegło się to z ruchem EUR/USD w górę w okolice 1,10. W ostatnich dniach jednak podobnie jak na “edku” widzimy brak kierunku. Dzisiaj USD/PLN odbija w górę ponad pokonany poziom wsparcia na 4,20, ale są to kosmetyczne zmiany i raczej faza wyczekiwania na to, co się wydarzy na wspomnianym posiedzeniu Fed na początku maja. Ciągle mówi się o niepewności odnośnie perspektyw gospodarczych w dalszej części roku, co może rzutować na słabość USD. Ostatnio niepokój wprowadziły rosnące zasiłki dla bezrobotnych, czy odczyty nastrojów. Spora część analityków oczekuje, że złoty w relacji do dolara pokaże w tym roku moc i zejdziemy nawet na poziom 4,0 widziany przed rosyjską agresją. Granica na ten moment odległa, a wcześniej trzeba trwale pokonać poziom 4,20, który otworzy drogę najpierw na poziom 4,15.
Przystanek, chwilowy?Krajowa waluta zdecydowanie w ostatnich dniach złapała wiatr w żagle i przypuściła atak na kolejne wsparcia techniczne w relacji do euro. Od momentu nieudanego ataku na opór na poziomie 4,70 widzimy dynamiczny ruch w dół. Pokonane zostało wsparcie na poziomie 4,65, a także wczoraj na 4,60. Dzisiaj obserwujemy typowe zjawisko realizacji zysków, a kontynuacja trendu spadkowego na tej parze wcale nie jest niemożliwa. Złoty wykorzystał w 100% czas niezdecydowania na parze EUR/USD. Patrząc od strony czynników wewnętrznych mamy sygnały, mówiące o tym, że w tym roku o obniżki stóp procentowych będzie ciężko, co działa na korzyść waluty. Szczególnie inflacja bazowa i jej nowe rekordy spędzają sen z powiek RPP, a do tego dochodzi wysokie tempo wzrostu wynagrodzeń. Mocnym fundamentem powinna być też gospodarka, gdzie napływający kapitał zagraniczny może uchronić nas przed recesją, a w przyszłym roku osiągnąć już całkiem solidny wzrost około 3%. Wszystkie te argumenty mogą zostać wykorzystane jako decydujące za utrzymaniem stóp co najmniej do I kwartału. Jeśli chodzi o docelowy poziom EUR/PLN w tym ruchu to analitycy oczekują zejścia do poziomu widzianego przed wybuchem wojny wojny na Ukrainie, czyli okolic 4,56.
Faza wyczekiwaniaOd ponad tygodnia na głównej parze walutowej świata widzimy konsolidację. Kurs nie może się wyrwać z wąskiego pasma wahań między poziomem 1,09 a 1,10. Mimo że pojawiały się czynniki choćby po stronie danych makro, które mogły spowodować większą zmienność, to kurs nie kontynuował trendu wzrostowego zapoczątkowanego w marcu. Oporem pozostaje na ten moment cały czas poziom 1,10, mimo że przez chwilę notowania znalazły się powyżej to szybko doszło do kontry sprzedających, więc nie można powiedzieć, że ta wartość ważna pod względem analizy technicznej została pokonana. Wydaje się, że decydującym momentem może być zbliżające się posiedzenie Fed, które ma przynieść ostatni ruch na stopie procentowej w tym cyklu zacieśniania monetarnego w USA. Ruch o 25 pkt bazowych jest już niemal przesądzony, a znaki zapytania mogą się pojawić podczas konferencji prasowej prezesa Fed. Trudno wyrokować więc, w którą stronę kurs może podążyć, ale większość analityków uważa, że są spore szanse na trwałe przebicie poziomu 1,10 i marsz w górę. Ciągle niewiadoma, czy po stronie EBC zobaczymy upór w dążeniu do jeszcze trzech podwyżek stóp w tym roku. Dzisiejsze dane PMI (szczególnie przemysłowego ze strefy euro) pokazują, że gospodarki mogą nie udźwignąć, aż takiego scenariusza. CIągle jest więc szansa, że europejscy decydenci zmiękną i szybciej ogłoszą pauzę, a to będzie niekorzystne dla wspólnej waluty.
Wpadania w spiralę inflacyjną ciąg dalszyTeoretycznie cena koszyka inflacyjnego rośnie w naszym kraju coraz wolniej. Problemem jest jednak inflacja bazowa, pokazuje ona, że ceny dóbr po wyjęciu żywności i energii rosną coraz szybciej, co sugeruje ryzyko wpadania w spiralę inflacyjną.
Inflacja bazowa w górę
Wczorajszy odczyt inflacji bazowej nie napawa entuzjazmem. Wskaźnik osiągnął kolejne wieloletnie maksimum. Ostatni raz tak wysoka inflacja była w Polsce w poprzednim tysiącleciu. Różnica względem oczekiwań nie jest spektakularna, bo rynek oczekiwał wzrostu z 12% na 12,2%, finalnie wskaźnik pokazał 12,3%. Problemem jednak jest to, że we wrześniu mieliśmy ostatnią podwyżkę stóp procentowych, wynosiła ona 10,7% i od tego czasu rośnie powoli co miesiąc. W przypadku tego wskaźnika ciężko mówić o istotnych czynnikach zewnętrznych. Sami sobie ten problem stworzyliśmy i teraz sami będziemy musieli go rozwiązać. Porównanie obecnej kuracji do homeopatii jest krzywdzące dla RPP, co nie zmienia faktu, że teoria sugeruje stosowanie silniejszej dawki leku, którym w tym wypadku jest podwyżka stóp procentowych.
Spadek inflacji we Włoszech
Włochy dołączają do listy państw, w których ceny rosną coraz wolniej. Jeszcze w styczniu wzrost był dwucyfrowy, w marcu z kolei widzimy “zaledwie” 7,6% wzrostu w ujęciu rocznym. Biorąc pod uwagę spowolnienie tempa wzrostu, można oczekiwać, że przełoży się to na politykę Europejskiego Banku Centralnego i spowolni (jeżeli w końcu nie powstrzyma) cykl podnoszenia stóp procentowych. Taka decyzja najprawdopodobniej działałaby na niekorzyść europejskiej waluty. Z drugiej strony w wielu państwach nadal problemem jest rosnąca inflacja bazowa. We Włoszech co prawda spadła, aczkolwiek spadek z 6,29% na 6,26% nie jest raczej odczuwalny.
Lepsze dane z USA
Wczorajszy odczyt indeksu NY Empire State był sporym zaskoczeniem. Jest to badanie ankietowe, zatem co do zasady ma ono sporą zmienność. Niemniej analitycy oczekiwali kolejnego miesiąca z przewagą negatywnych odpowiedzi i wyniku -17,8 pkt. Otrzymali aż plus 10,8 pkt, co pokazuje wyraźny wzrost optymizmu. Ostatnie odczyty z USA to spora zagadka dla analityków, kraj ten bowiem na zmianę rozkwita i zmierza ku katastrofie gospodarczej. Jeszcze kilka tygodni temu bankrutowały banki przyciśnięte niezrealizowanymi stratami na wieloletnich obligacjach. Dzisiaj rynki oczekują dalszego wzrostu stóp procentowych, a po krótkotrwałym zainteresowaniu rynkiem obligacji znów trwa wyprzedaż, uwzględniająca nowe poziomy oprocentowania rynkowego.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:00 – Niemcy – Indeks ZEW,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.
Dolar odbija, a złoty wciąż silnyNa rynkach trwają spekulacje, czy w USA w maju wzrosną stopy procentowe. Jeszcze dwa tygodnie temu wyglądało na to, że temat był przegrany. Dzisiaj jest to jednak dominujący scenariusz.
Odbicie na dolarze
Ostatnie dni przyniosły nam kilka wyraźnych ruchów wskazujących na to, że inwestorzy przygotowują się na podwyżkę stóp procentowych w USA. Jakkolwiek dziwnie brzmi ten pomysł, biorąc pod uwagę stopy w przedziale 4,75-5% i inflację konsumencką na poziomie 5%, wiele na to wskazuje. Widać to nie tylko po kontraktach terminowych na stopę procentową, które wyraźnie wzrosły i szansa na podwyżkę wynosi już około 85%. Drugim ważnym elementem są obligacje skarbowe. W ostatnich kilku dniach wyraźnie spada ich rentowność. Może to sugerować, że inwestorzy (spodziewając się podwyżek stóp procentowych) wyprzedają papiery, teraz licząc, że odkupią je taniej. Dotyczy to nie tylko długoletnich obligacji, ale na krótszych okresach widać ten ruch wyraźniej, co sugeruje łączenie go z bieżącymi decyzjami FED. Efektem tych wydarzeń była korekta na głównej parze walutowej, gdzie znów za euro płacimy mniej niż 1,1 dolara.
Polska na szczęście poza podium
Ostatnie aktualizacje wskaźników inflacji za marzec nie spowodowały gwałtownych przetasowań w czołówce inflacyjnej Unii Europejskiej. Podobnie jak w Polsce, podobnie na Litwie, Łotwie i nawet Węgrzech również poziom wzrostu cen w ujęciu rocznym spadał. Wszystkie te państwa również żyją w strachu, jak odbije się na tym wskaźniku wzrost cen surowców energetycznych wywołanych decyzją OPEC. Z drugiej strony jest to wygodny zewnętrzny powód, który w takich sytuacjach zawsze ma pewne cechy “obiektywne” w narracji władz, jest to bowiem problem, na który poradzić nie można i ceny muszą rosnąć. Gdy inflacja spada przez taniejące surowce energetyczne, jak to miało miejsce w ostatnich miesiącach, jest to jednak sukces krajowej polityki w zapobieganiu inflacji.
Złoty na szczytach
Zamieszanie na rynkach światowych niespodziewanie pomaga polskiej walucie. Część analityków wskazuje na możliwość uwolnienia środków unijnych po kolejnych zmianach w reformie sądowej. Biorąc jednak pod uwagę, jak bardzo rząd się nie spieszy z tymi zmianami, nie można wykluczyć, że czeka z tym “sukcesem” bliżej wyborów. Z perspektywy rynku walutowego byłoby to dość korzystne, zderzałyby się wówczas dwa bodźce na rynku. Wybory to zawsze niepewność, która osłabia walutę. Z drugiej strony napływ środków unijnych powinien to w jakimś zakresie równoważyć, o ile nie przeważyć. Na razie okolice 4,63 zł na euro okazały się barierą dla polskiej waluty. Nie zmienia to faktu, że to najmocniejszy złoty od czerwca 2022.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.
Dolar mało atrakcyjny na ten momentBez wątpienia sporo się dzieje na głównej parze walutowej świata. Od pewnego czasu oczekiwano testu poziomu oporu na 1,10 i tak naprawdę za pierwszym razem udało się go pokonać. W teorii więc otwarta droga nawet w okolice 1,15, czyli kolejnego oporu technicznego. Jak widać jednak to dość odległa podróż na ten moment, więc nie obędzie się bez zwrotów na tej parze z pewnością i chęci realizacji zysków, co będzie się wiązać z korektami technicznymi. Niemniej jednak wykładając karty na stół, w tym momencie widzimy, że zarówno technika działa na niekorzyść dolara, jak i również fundamenty. Spada inflacja zarówno konsumencka (i to mocniej od prognoz), jak i producencka. Do tego już w maju Fed ostatnią podwyżką stóp procentowych o 25 pkt bazowych ma zakończyć cykl zacieśniania monetarnego. EBC z kolei ma zamiar gonić poziom stóp widziany w USA, więc ten mocny argument w postaci polityki monetarnej powinien działać na korzyść wspólnej waluty. I na ten moment można by tak temat zostawić, ale pamiętajmy, że rynek nie znosi próżni i mogą się pojawić elementy, które zmienią cały (na ten moment) dość prosty układ. Choćby wyższe wskazanie inflacji za kwiecień, czy problemy innych banków.
Dolar poniżej 4,20 zł! Po danych o inflacji z USA kapitał ucieka z USA. Inwestorzy wyraźnie ignorują inflację bazową, wierząc w złagodzenie oczekiwań względem polityki monetarnej FED. Zobaczymy, czy słusznie.
Dolar nurkuje
Ostatnie wydarzenia na rynkach, w tym w szczególności spadek inflacji konsumenckiej przyczyniły się do gwałtownej przeceny dolara. Jeszcze w poniedziałek kurs podchodził pod poziom 4,33 zł. Dzisiaj rano znaleźliśmy się poniżej 4,19 zł. Powodem jest fakt, że rynki przestają wierzyć w utrzymanie tendencji wzrostowej na stopach procentowych. Nawet jeżeli w maju dojdzie do podwyżki, powinna być ona relatywnie szybko odwrócona, a do końca roku rynki oczekują spadku w sumie o jeszcze 0,5%. W rezultacie kapitał szuka miejsc z potencjalnie atrakcyjniejszą stopą zwrotu. Jednym z tych miejsc okazuje się Europa w tym nasza część świata. Podobnie do złotego dolar tracił bowiem do czeskiej korony, czy węgierskiego forinta.
Inflacja w Europie
Wczoraj poznaliśmy kilka ważnych odczytów inflacyjnych z Europy. Niemcy ostatecznie zakończyli marzec ze wzrostem cen na poziomie 7,4%, czyli zgodnym ze wstępnym odczytem. Ważniejsze były jednak dane z Rumunii i Czech. W obydwóch przypadkach inflacja nie spadała tak mocno, jak oczekiwali analitycy. W Rumunii była o 0,3% wyższa od oczekiwań w Czechach o symboliczne 0,1%. W obydwóch krajach był to jednak spadek. Biorąc pod uwagę zachowanie cen surowców energetycznych w marcu, gdzie mieliśmy przecież dołek cen ropy może to być mocno niepokojący element. Marzec rok temu był szczytem cen po rosyjskiej agresji, stąd łatwo było pokazać dużą różnicę. W kwietniu jednak punkt odniesienia będzie niżej, a po decyzji OPEC paliwo zdrożało względem marca wyraźnie.
Niespodzianka z Chin
Wczorajsze dane na temat handlu zagranicznego z Państwa Środka zaskoczyły wielu analityków. Spodziewano się spadku importu o 5% w skali roku i eksportu o 7%. Finalnie import spadł zaledwie o 1,4%, za to eksport niespodziewanie wzrósł o 14,8%. Rzadko zdarzają się aż tak duże różnice. Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, co się działo w tym kraju w związku z ograniczeniami covidowymi, gospodarka ta ma szansę zaskoczyć nas jeszcze wiele razy.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.
Inflacja wraca na pierwsze stronyWracamy do sytuacji, gdzie znów pilnie obserwujemy odczyty inflacji. W wielu krajach spadki nie spełniają oczekiwań, a gdzieniegdzie mamy nawet wzrosty. Wraca również temat podwyżek stóp procentowych.
Ropa w nowej normie
Od decyzji OPEC rynek ropy naftowej wydaje się dziwnie usztywniony. Przez 6 dni wahania ledwo przekraczają 2 dolary na baryłce. To wyjątkowo mała zmienność jak na ropę naftową. Dotyczy to zarówno ropy brent notowanej w Londynie, jak i WTI z USA. Rynek w dalszym ciągu trawi decyzję kartelu OPEC i czeka na ważne dane. Za takie uchodzi chociażby dzisiejszy odczyt inflacji w USA. Jeżeli się okaże, że inflacja nie spada zgodnie z oczekiwaniami, rynek może zacząć grać pod podwyżkę stóp procentowych w maju. To z kolei spowoduje, że na rynku może znów okazać się, że mamy za dużo surowca pod spowalniającą gospodarkę, co spowoduje powrót spadków. Z drugiej strony oczekiwania w USA są bardzo optymistyczne, co patrząc na inne kraje w marcu, wydaje się receptą na ich nieosiągnięcie.
Wzrost inflacji w Norwegii
Wczorajsze dane ze Skandynawii mocno zaskoczyły rynki. Inflacja producencka przyspieszyła spadki i obecnie w skali roku spada o 21,9%, korygując sporą część zeszłorocznych wzrostów. Problemem są jednak ceny dla konsumentów. Miesiąc temu rosły o 6,3%, w tym miesiącu tempo wzrostu miało spaść do 6,1%. Niestety wzrosło do 6,5%. Kolejnym niepokojącym sygnałem jest wzrost inflacji bazowej z 5,9% na 6,2%. Pokazuje to jasno, że wchodzimy po prostu w okres podniesionego wzrostu cen. Inwestorzy mocno wystraszyli się rozwoju sytuacji. Dlatego też wczoraj byliśmy świadkami spadku wartości norweskiej korony z poziomu 41 groszy poniżej 40,5 grosza.
Chiny grają w inną grę
Podczas gdy niemal cały świat zmaga się z problemem inflacyjnym, w Chinach obowiązują inne zasady. Wczorajsze dane pokazują, że w ciągu roku ceny wzrosły o 0,7%. Tak, nie o 7% tylko 0,7%. To nie jest błąd. Z kolei ceny konsumentów spadły o 2,5%. Analitycy spodziewali się większej inflacji, ale 1% w skali roku to nadal nie jest tragedia. Powodem tych oczekiwań są jeszcze problemy wynikające ze strategii radzenia sobie z pandemią koronawirusa w tym kraju. Spowodował on spore spowolnienie w tamtejszej gospodarce. Dodatkowo kraj ani nie zdołował stóp procentowych, ani nie zalał aż tak gospodarki pieniędzmi, jak to zrobiono chociażby w państwach zachodnich. Patrząc na sytuację w Chinach, można domniemywać, że problem inflacji jest jednak wbrew popularnej w naszych stronach narracji problemem znacznie bardziej wewnętrznym, niż głoszono.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Brak wiary w dolaraW tym tygodniu po raz kolejny obserwujemy karkołomność amerykańskiej waluty. Powodem słabości dolara jest brak wiary rynku w dalsze podwyżki kosztu pieniądza za oceanem. Powyższe odznacza się na wielu wykresach. Euro, podobnie jak złoty, cały czas umacnia się względem amerykańskiej waluty. Ponadto dla niektórych zaskoczeniem mogło być wtorkowe umocnienie na wykresie złota.
W tym tygodniu na wykresie głównej pary walutowej świata oglądaliśmy próbę trwałego wybicia oporu 1,091 USD. W poniedziałek i wtorek wszystko wskazywało na sukces unijnej waluty, gdyż umocnienie euro doprowadziło kurs eurodolara do ok. 1,096 USD. Poziom ten utrzymywał się do środy, kiedy to przyszło odreagowanie. EUR/USD zszedł do 1,088 dolara za jedno euro, po czym wykonał delikatny ruch na północ. W piątek, czyli na dzień przed świętami Wielkanocnymi obserwujemy mniejszą zmienność na omawianym wykresie. EUR/USD ponownie oscyluje przy 1,091 USD. Jakiegokolwiek ruchu możemy spodziewać się o godzinie 14:30, kiedy to poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy.
Sytuacja techniczna na wykresie EUR/PLN nie zmienia się szczególnie od trzech tygodni. W ciągu ostatnich pięciu dni roboczych poruszaliśmy się pomiędzy wartościami 4,667 PLN a 4,689 PLN. Oznacza to, że cały czas znajdujemy się w wąskiej, dwugroszowej konsolidacji. Na omawianym wykresie można również zauważyć, że każda próba umocnienia złotego względem euro jest hamowana przez linię trendu wzrostowego, która została wyprowadzona od najniższej wartości (4,64 PLN) osiągniętej w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Brak znaczących ruchów w ostatnim czasie na EUR/PLN jest odzwierciedleniem braku przełomowych odczytów bądź informacji płynących z rynku, które mogłyby istotnie wpłynąć na kurs omawianej pary walutowej.
Od połowy marca, na wykresie USD/PLN obserwujemy ruch w kierunku południowym. Jest to związane z ogólnym osłabieniem amerykańskiego dolara. Powodem tego jest fakt, że rynek nie chce już wierzyć w dalsze podnoszenie wysokości stóp procentowych za oceanem. Takie otoczenie sprawia wzrosty wycen aktywów bardziej ryzykownych takich jak indeksy giełdowe, czy waluty z koszyka rozwijających się krajów . Wśród nich jest chociażby złoty. Na samym początku minionego tygodnia na USD/PLN obserwowaliśmy silne umocnienie krajowej waluty. We wtorek zeszliśmy do poziomu ok. 4,265 PLN. Chwilę później przyszło odreagowanie, jednak cały czas kurs znajduje się poniżej linii trendu spadkowego.
We wtorek uwagę wielu inwestorów zwrócił wykres złota. Obok jego technologicznej użyteczności wiele osób nadal widzi w nim cechę tezauryzacji, czyli przechowywania wartości nabywczej w czasie. Historycznie, zwłaszcza w okresach niepewności na rynku, złoto udowadniało tą właściwość. Co więcej, złoto jest ujemnie skorelowane z amerykańskim dolarem. Oznacza to, że gdy pozycja dolara się osłabia, złoto zyskuje. Tak jest i tym razem. Wspomniany wcześniej wtorek, był dniem, kiedy wykres omawianego kruszcu z impetem przebił psychologiczną granicę 2000 dolarów za jedną uncję. Wzrosty zostały zakończone przy poziomie 2030 USD. Pod koniec tygodnia nastąpiło odreagowanie, jednak dziś wcześniej wspomniany poziom 2000 USD nie jest już wsparciem, a oporem.
Dzieje się przed świętamiWydawać by się mogło, że Wielki Piątek będzie dość spokojnym dniem na rynkach. Mamy jednak bardzo ważny pakiet danych z rynku pracy w USA i zmianę szefa Banku Japonii.
Dobre zmiany na rynku pracy w Kanadzie
Kanada pokazała dane ze swojego rynku pracy wczoraj. Dzisiaj poznamy te z USA. Kraje te jednak mają często podobną charakterystykę, co może sugerować, że dzisiejszy odczyt będzie korzystny. W samej Kanadzie bezrobocie wbrew oczekiwaniom nie wzrosło do 5,1% i pozostało na 5% poziomie. Przybyło też 34,7 tysiąca miejsc pracy. Należy jednak zwrócić uwagę, że niemal połowa z nich powstała na części etatu, co nie jest już tak dobrą wiadomością. Z drugiej strony dane z USA pokazały większą od oczekiwań liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
Show prezesa
Wczorajsze wystąpienie prezesa NBP nie zawiodło fanów gatunku. Prezes co prawda wygrał z inflacją, w przeciwieństwie do statystycznego Polaka jego pensja rośnie szybciej niż inflacja. Jak się jednak dowiedzieliśmy na konferencji, jest on z pensją (jak sam podał) 600 tysięcy złotych netto rocznie niedoceniany finansowo względem swoich kolegów. Udało się tak skonstruować wykres, by potwierdzić tezę, że trzeba było jednak zrobić to dla Europy, i usunąć prezesa FED. Dowiedzieliśmy się również, co stanie się w Polsce po negatywnym wyniku wyborów. Pojawiły się również wątpliwości, czy po wyborach utrzyma się system demokratyczny. Mało uważny widz mógłby mieć co prawda wątpliwości, czy to wiec wyborczy, czy konferencja NBP. Pojawiły się jednak nieśmiało wątki polityki monetarnej. Mogliśmy się dowiedzieć, że nie zakończono cyklu podwyżek stóp procentowych. O wolniejszy spadek inflacji o 1% obwiniano zmianę koszyka inflacyjnego. Pojawił się za to wątek rozbudowy armii, dogonienia Francji i Niemiec w ciągu dekady, pustych półek i szczególnie ceniony przez analityków płaskowyżu.
Zmiany w Banku Japonii
W Japonii kończy się 10-letnia epoka rządów Haruhiko Kurody w banku centralnym. Uchodził on za przedstawiciela gołębiego podejścia, czyli przeciwnego, niż to, za które uważa sam siebie, mniej lub bardziej niesłusznie, Adam Glapiński. 10-lecie rządów to również jeden z najspokojniejszych okresów na świecie pod kątem zmian w polityce monetarnej. W sumie byliśmy świadkami 1 zmiany w 2016 roku, która spowodowała spadek o 0,2%. Jego następcą zostaje Kazuo Ueda. Niewiele o nim realnie wiadomo od strony polityki monetarnej. Ma on bardzo silne doświadczenie akademickie, co sugeruje, że w decyzjach może pojawić się kilka niestandardowych rozwiązań.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.
Czy rynek nastawia się na recesję?Ostatnie dni pokazują nam, że inwestorzy coraz mocniej pogodzeni są ze spowolnieniem gospodarczym. W górę idzie złoto, spadają oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych w USA, spada też wydobycie ropy.
Złoto szuka szczytów
Cena uncji złota przebiła właśnie psychologiczny poziom 2000 dolarów. Ostatni raz tak drogo było w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji na terytorium Ukrainy. Złoto oprócz zastosowania jubilerskiego i przemysłowego jest również kruszcem, w którym inwestorzy zwyczajowo lokują środki w trudnych czasach. Nie wiadomo, dlaczego ma tak być w 2023 roku, ale skoro odpowiednio wielu inwestorów tak robi, mamy samospełniającą się przepowiednię. Każda kolejna osoba dokupując przyczynia się do podniesienia ceny i uzasadnienia racjonalności decyzji. Tak duży napływ pokazuje jednak, że na rynku inwestorzy spodziewają się poważnego spowolnienia.
Zmiany nastawienia w USA
Temat stóp procentowych za oceanem wydaje się nigdy nie kończyć. Jeszcze przed wczorajszymi zmianami mieliśmy dziwną sytuację, w której w tym kwartale spodziewano się wzrostu a w kolejnych dwóch obniżek. Teraz mamy sytuację, gdzie patrząc na wyceny kontraktów, oddalamy się od perspektywy dalszych wzrostów stóp w tym cyklu. Nadal możemy się jednak spodziewać obniżek stóp procentowych przed końcem roku. Rynek oczekuje obecnie 2 do 3 obniżek po 0,25%. Gdyby scenariusz się potwierdził, należałoby się spodziewać wyraźnego osłabienia się dolara. Najwyraźniej Amerykanie chcą wejść w potencjalne osłabienie gospodarcze ze słabszą walutą.
Zmiany stóp procentowych na świecie
Wczoraj poznaliśmy decyzje Królewskiego Banku Australii oraz Narodowego Banku Rumunii w sprawie stóp procentowych. W obydwóch przypadkach zgodnie z oczekiwaniami utrzymano stopy procentowe na niezmienionych poziomach. W Australii było to 3,6%, czyli 4,2 punktu procentowego poniżej inflacji, która osiąga właśnie szczyty. Rumunia utrzymuje z kolei poziom o 0,25 punktu procentowego powyżej polskiego. Ma również delikatnie niższą, bo 15,5% inflację. Niespodziankę na rynku zrobiła za to Nowa Zelandia. Rynek spodziewał się wzrostu stóp, ale do 5,00%, a nie jak podniesiono od razu do 5,25%. Co ciekawe, kraj ten ostatnio ustabilizował poziom zmian cen. Jak widać, woli jednak szybciej wygrać z inflacją, niż dbać o tani kredyt. Po tych danych dolar nowozelandzki wyraźnie zyskiwał.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – Raport ADP na temat zatrudnienia.
Optymizm słabnie wolniej, niż oczekiwanoTak pesymistyczne przewidywania, jak te wczorajsze analityków względem wskaźników PMI dla przemysłu łatwo było przekroczyć. Owszem wyniki są lepsze od oczekiwań, ale to nie jest powód do świętowania, bo jest słabo.
Mniej pesymistycznie w Polsce
Wczoraj mieliśmy dzień publikacji indeksów PMI dla przemysłu. W przypadku Polski większego zaskoczenia nie było. Rynki spodziewały się spadku i spadek był. Oczekiwania były jednak symbolicznie wyższe o 0,1 pkt niż odczyt. Co niby jest dobrą wiadomością. Niby, bo jednak cieszenie się z symbolicznej poprawy przebywania 11 miesiąc z rzędu poniżej granicy 50 pkt oddzielających przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych nie jest w pełni słuszne. Polska waluta co prawda testuje swoje najwyższe poziomy względem euro, aczkolwiek jej siła wynika głównie ze słabości dolara i napływu kapitału do Europy.
Indeksy w Europie
Podobnie jak w Polsce również w strefie euro pesymizm był przeszacowany. Indeks PMI dla przemysłu spadł, ale nie o 0,2 pkt jak w Polsce tylko o 1,2 pkt, co jest już istotną zmianą. Podobnie jak w przypadku Polski analitycy spodziewali się większego spadku i również wynik nie był aż tak zły. Odczyty ze strefy euro dotychczas były jednak bardziej optymistyczne niż te z Polski. Po tym spadku sytuacja naszego kraju przynajmniej w tym aspekcie wygląda lepiej. Euro zyskuje jednak wyraźnie względem dolara na zmianie nastawienia do ryzyka po drugiej stronie oceanu. Kryzys bankowy (bo tak można tamte wydarzenia nazwać) powoduje, że inwestorzy ograniczają oczekiwania wzrostu stóp procentowych. Patrząc na kontrakty terminowe, do końca kwartału są jeszcze matematyczne szanse na wzrost stóp procentowych o 0,25%, potem należy oczekiwać stabilizacji i obniżek jeszcze w tym roku.
Czekają na decyzję RPP
Jutro poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Biorąc pod uwagę, że wskaźnik inflacji faktycznie spadł, nie należy się spodziewać rewolucji. Spadek nie powinien dziwić, patrząc na punkt odniesienia sprzed roku. W marcu 2022 roku inflacja wyskoczyła bowiem do 11% z poziomu 8,6% w lutym, do którego została zduszona tarczą antyinflacyjną. W rezultacie zapowiada się kolejne mało emocjonujące posiedzenie. Patrząc jednak na materiały pojawiające się w mediach zwyczajowo nieprzychylnych obecnej władzy, należy oczekiwać, że posiedzenie kolejnego dnia będzie bardzo interesujące, co wcale nie znaczy, że bogate w treści merytoryczne.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Rumunia – decyzja NBR w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.
Włochy ze spadkiem cen! Dane pokazały, że ceny w ujęciu miesięcznym we Włoszech spadły. Analitycy wskazują jednak na inflację bazową i sugerują poczekać ze świętowaniem. OPEC winduje ceny ropy ograniczeniem wydobycia.
Inflacja spada również we Włoszech
W przeciwieństwie do innych państw, w których poznawaliśmy zmiany inflacji za marzec, we Włoszech tempo wzrostu cen nie tylko spadło, ale zrobiło to również mocniej, niż oczekiwali tego analitycy. Miesiąc temu było to 9,1%. Dzisiaj mamy 7,7%. Jest to nadal wynik powyżej średniej unijnej, która wynosi obecnie 6,9%, ale widać pozytywną zmianę. Co ciekawe, w ujęciu miesięcznym mieliśmy dawno niewidziane zjawisko deflacji. Tak, w ujęciu miesięcznym ceny w marcu względem lutego spadły. Należy jednak pamiętać, że gospodarka Włoch ma swoje problemy i nie można jej przekładać na całą Unię.
Ceny w eurozonie niby rosną coraz wolniej
Piątkowe dane, jak pisaliśmy w paragrafie powyżej, pokazały spadek inflacji konsumenckiej. Problem w tym, że cały czas rośnie inflacja bazowa w strefie euro. Wynik 5,7% nie jest teoretycznie dramatem. Pokazuje jednak pewien fundamentalny problem. Na ceny energii nie można już winy zrzucać od dawna. Nowym winnym są zatem ceny produktów spożywczych. Inflacja bazowa pokazuje jednak, że ceny po prostu rosną. Powoli przyzwyczajamy się do tego, że robi się drożej i wpadamy w coś, co ekonomiści nazywają spiralą inflacyjną. Nie jest to dobra wróżba na przyszłość.
Przypadkowi przyjaciele Rosji z Zatoki
Koncern OPEC dokonał prawdopodobnie najsilniejszego wsparcia, jakie na arenie międzynarodowej otrzymała Rosja od początku jej zeszłorocznej inwazji na terytorium Ukrainy. Obniżenie limitów wydobycia czarnego złota spowodowało skokowy wzrost cen tego surowca. Piątek zakończyliśmy z ceną na poziomie 80 dolarów za baryłkę. Dzisiaj na otwarciu rynku odbiła się ona od 85 dolarów. Kartel oczywiście dba o własny interes gospodarczy, by utrzymywać wysokie ceny, aczkolwiek największym beneficjentem zmian są Rosjanie. Ich infrastruktura wydobywcza jest relatywnie dużo droższa niż państw Zatoki Perskiej, zatem na sprzedawaniu mniej, ale drożej zyskują oni najwięcej. Dodatkowo kraj ten i tak musiał ograniczać produkcję przez problemy z eksportem.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikację wskaźników PMI dla przemysłu.
SPX - uwaga na deathcrossSPX, a wiec SP500 w dosc nie ciekawym polozeniu, mimo dosc pozytywnych decyzjach jakie ostatnio podejmuje FED z Powellem na czele
Na wykresie z interwalem dziennym wylamalismy nasza niedzwiedzia formacje w postaci klina zwyzkujacego i poki co wyglada na to, ze zrobilismy korekte ABC dla 6 fal spadkowych z tygpodniowego interwalu, obecnie naszym wsparciem jest 3818 poziom i dopoki estesmy powyzej jest w miare OK, ale schodny dla wszystkich rynkow zaczna sie dopiero gdy stracimy wsparcie na wspomnianym poziomie. Wtedy tez, dostaniemy impuls spadkowy na poziom okolic 3600, i buc moze bedzie to kolejne 5 fal spadkowych. Do tego na dziennym interwale mamy zblizajacy sie deathcross
Rynki czekają na decyzję AmerykanówWiadomość dnia powinna dzisiaj nadejść zza oceanu. Raczej czekamy na komunikat do decyzji, bo ten wydaje się potencjalnie ważniejszy. W tle mamy przyzwoite wyniki z tamtejszego rynku nieruchomości.
Czekając na FED
Dzisiejsze posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zapowiada się ciekawie. Pomimo tego, że mamy teoretycznie werdykt. Analitycy zdecydowanie przewidują symboliczną podwyżkę o 0,25%. W rezultacie tego wzrostu stopy procentowe będą odbiegać o niecały procent od inflacji bazowej, co jest obecnie na świecie bardzo rzadkim zjawiskiem. Dlaczego zatem ma to być ciekawe posiedzenie? Głównie przez komunikat, jaki będzie potem wydany. Powinien się on różnić od poprzednich, biorąc pod uwagę zmiany na rynku. Zobaczymy, jak zmieni się nastawienie Jerome Powella względem polityki monetarnej od czasów wystąpienia przed Kongresem. Mowa tutaj oczywiście o problemach amerykańskiego systemu bankowego. To właśnie komunikat powinien być głównym elementem, na który zareagują rynki. No, chyba że decyzja będzie niespodzianką, to będziemy mieć bardzo ciekawy wieczór. Należy pamiętać, że publikacja będzie godzinę wcześniej, bo Amerykanie zmienili już czas.
Sprzedaż detaliczna poniżej oczekiwań
Wczorajsze dane na temat sprzedaży detalicznej wypadły bardzo źle. Teoretycznie wzrost w skali roku o 10,8% to nie jest zły wynik. Teoretycznie. Problem w tym, że po uwzględnieniu spadku wartości pieniądza to jest to realnie mniej towarów. Do tego warto dodać, że oczekiwano wzrostu o 15%. Nadal byłby to realny spadek, ale już nie 5% a zaledwie 1,5%. Pokazuje to, że ograniczamy swoją konsumpcję. Ciężko nie połączyć tego z tym, że zrobiło się po prostu drogo. Co ciekawe wczoraj złoty zyskiwał na wartości. Działo się to jednak w konkretnej sytuacji na rynkach. Wczoraj znów euro zyskało względem dolara. W rezultacie napływ kapitału do Europy spowodował umacnianie się polskiego złotego pomimo obiektywnie słabszych danych makroekonomicznych.
Rynek mieszkaniowy nie taki słaby
Analizowanie danych z rynku nieruchomości USA może wydawać się dziwne. Problem w tym, że to właśnie z tym segmentem powiązana była spora część problemów z kryzysu z roku 2008. W rezultacie wczorajsze lepsze dane, po roku comiesięcznych spadków, są sporą ulgą dla inwestorów. Tym bardziej, że różnica jest dość duża. Nie znaczy to automatycznie, że nagle w gospodarce USA jest idealnie, bo tak nie jest. Po prostu gwałtowna wyprzedaż mieszkań może powodować na rynku lawinę.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejszą pozycją jest decyzja FOMC o godzinie 19:00 i komunikat o 19:30.
Znów biedniejemyŚrednie płace w Polsce osiągnęły w lutym drugi najwyższy poziom w historii, ale i tak rosną wyraźnie wolniej niż ceny. W tle spada produkcja przemysłowa, ale również ceny gazu.
Spadek produkcji przemysłowej
Wczorajsze dane pokazały nam spadek produkcji przemysłowej w skali roku o 1,2%. Jest to nie tylko wynik wyraźnie gorszy od oczekiwanego wzrostu o 1,1%, ale najzwyczajniej obiektywnie słaby rezultat. Z drugiej strony wzrost cen produkcji spada wolniej od oczekiwań. Rynki spodziewały się, że ceny produkcji sprzedanej wzrosną o 17,7%, a rosły o 18,4%. Był to zatem rezultat dokładnie równy inflacji konsumenckiej. Tutaj jednak w przeciwieństwie do inflacji konsumenckiej mamy spadki ze szczytów, a nie wieloletnie maksimum jak w przypadku inflacji konsumenckiej. Biorąc jednak pod uwagę spadek produkcji przemysłowej, trend spadku tempa wzrostu cen produkcji sprzedanej powinien się utrzymać. Polska waluta przyjęła te dane dość spokojnie.
Kolejne minima cen gazu
Wczoraj mieliśmy kolejne spadki cen gazu. Surowiec ten zachowuje się inaczej niż ropa naftowa. Na początku, gdy pojawiły się na rynkach informacje o problemach banków po obu stronach oceanu, byliśmy świadkami dużych wzrostów. Od tego czasu trwa jednak wyraźny ruch spadkowy i obecnie cena przebiła 40 euro za megawatogodzinę. W szczycie spadków gaz przebił minima z sierpnia 2021 roku. Jest to bardzo dobra wiadomość z punktu widzenia horyzontu zakończenia wojny w Ukrainie. Rosjanie dość dosłownie tracą paliwo przez dalszą agresję. Spadające ceny surowców energetycznych mogą szybciej powstrzymać ich inwazję.
Zarobki rosną szybciej od oczekiwań
Wczoraj poznaliśmy dane GUS na temat przeciętnego poziomu płac i zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Z jednej strony można się cieszyć. Przeciętne wynagrodzenie rośnie w skali roku o 13,6%. To dobra wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze oczekiwania mówiły o 12%. Po drugie jest to przekroczenie 7000 zł brutto. To drugi taki wynik w historii po grudniu 2022 roku, ale grudniowe płace ze względu na premie roczne często są zawyżone. Z drugiej strony inflacja wynosi 18,4%. Oznacza to, że średnio biedniejemy o niecałe 5%. Ta wiadomość nie napawa już optymizmem. Dodatkowym problemem jest jeszcze zmiana zatrudnienia. Warto zwrócić uwagę, że obecne poziomy zatrudnienia są blisko historycznych maksimów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Inflacja w USA spowalniaWskaźnik cen w USA rośnie coraz wolniej. 6% to coraz bliżej celu inflacyjnego, chociaż wciąż dużo. W tle mamy przepływ kapitałów na rynki ryzykowne, chociaż nie wszystkie zmiany się utrzymują.
Inflacja w USA znów spada
Wczorajsze dane z USA były niemal idealnie zgodne z oczekiwaniami analityków. Wskaźnik wzrostu cen dla konsumentów wynosi dokładnie 6% i jest wyraźnie niższy niż 6,4% miesiąc temu. Inflacja bazowa spadła z kolei z poziomu 5,6% na 5,5%. Wydawać by się mogło, że skoro inflacja spada, to szanse na przyszłotygodniowe wzrosty stóp procentowych również powinny? Prawda? Jak się okazuje ostatnio na rynku obligacji, po których szacuje się to prawdopodobieństwo dzieje się tak dużo, że ten sygnał trochę utonął. Mieliśmy bowiem w ciągu kilku dni wahnięcie od spekulacji o podwyżce o 0,5% po brak zmian. Obecnie mamy znów powrót w stronę 0,25% pomimo korzystnych danych o inflacji. Część analityków bankowych w swoich prognozach mówi jednak, że pomimo notowań kontraktów na stopę procentową nie powinniśmy skreślać do ostatniej chwili scenariusza braku podwyżek w marcu ze względu na to, jak dużo się dzieje na rynku.
Dane z Europy
Presja cenowa spada nie tylko w USA, ale również w Europie. Wczoraj okazało się, że w Szwajcarii w ujęciu miesięcznym spadły ceny producentów. W ujęciu rocznym to wciąż wzrost, ale o 2,7%. Jest to niewielka wartość, biorąc pod uwagę chociażby odczyt dla całej Unii za grudzień, wynoszący niemal 10 razy więcej. Lepsze dane zobaczyliśmy również z Hiszpanii. W sensie ceny rosną wolniej, niż oczekiwano, rosną jednak szybciej niż miesiąc temu. Na rynku widać jednak w dalszym ciągu wiarę w europejską walutę niż w dolara. Widać to dobrze po kolejnych wzrostach na EURUSD.
Falstart na kryptowalutach
Inwestorzy na rynku kryptowalut uznali, że skoro inflacja spada, to czas na inwestycje ryzykowne. Co prawda jeszcze niedawno reklamowano bitcoina jako odpowiedź na inflacyjnego dolara, teraz jednak okazuje się, że to bitcoin bardziej od dolara nie lubi inflacji. Problem w tym, że po pierwszym ruchu szybko rynek zauważył, że optymizm jest przesadny i już we wczesnych godzinach nocnych naszego czasu po niemal 8% wzroście, bo tyle rósł w szczytowym momencie ten elektroniczny pieniądz, nie było już śladu.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
13:30 – USA – indeks NY Empire State.
FED ratuje banki na rokPojawił się nowy program, który pozwoli na najbliższy rok uzupełnić bankom płynność. Jeżeli w tym czasie zaczną spadać stopy procentowe, wszystko wróci do normy i nic nie trzeba będzie robić. Tak jak banki lubią najbardziej.
Nowy ważny skrót – BTFP
Pod tą nazwą kryje się Bankowy Program Finansowania Terminowego. Jest to rozwiązanie, w ramach którego instytucja może wziąć roczną pożyczkę pod zastaw amerykańskich papierów skarbowych. To, co jest ważne to fakt, że zabezpieczenie będzie wyceniane wg jego wartości nominalnej. Co to oznacza w praktyce? Banki w ramach luzowania ilościowego kupiły absurdalną ilość obligacji o długim terminie wykupu. Obecnie przez wzrost stóp procentowych wartość tych instrumentów spadła, bo koszt kapitału wzrósł. Dzięki temu programowi bank otrzyma szybką pożyczkę pod zastaw papierów, które są warte o wiele mniej, ale to uzupełni płynność. W rezultacie kredytu bez pokrycia udzieli instytucja rządowa, która nie może zbankrutować. Gdyby program zaczął się kilka tygodni wcześniej, Silicon Valley Bank by nie zbankrutował, ale w każdym kryzysie w USA dla przykładu kogoś z bankowego świecznika trzeba poświęcić.
Karuzela na rynkach
Program ratunkowy w USA to jedno. Ważniejsze są obecnie zmiany oczekiwań względem stóp procentowych w USA. Dzisiaj o 13:30 poznamy dane o inflacji. Może to być kolejny ważny element w ostatniej układance. Rynki oczekują spadku inflacji konsumenckiej z 6,4% do 6% i symbolicznego spadku inflacji bazowej. Gdyby tak było, potwierdzałyby to ostatnie zmiany, które widzimy na kontraktach na stopę procentową. Jeszcze tydzień temu widać było przewagę scenariusza podwyżki o 0,5%. Dzisiaj już mamy ponad 30% na brak zmian na przyszłotygodniowym posiedzeniu. Jeżeli inflacja okaże się zgodna z oczekiwaniami, należy się spodziewać, że brak zmian może być dominującym scenariuszem. Wraz ze spadkiem szans na podwyżki stóp zyskują ryzykowne aktywa.
Kryptowaluty nowym wygranym?
Rynek szybko zapomniał, że pierwszym bankiem, który zamknięto w tym roku, był jednak bank odpowiedzialny za rozliczanie w sporej części biznesów kryptowalutowych. Teraz jednak inwestorzy z jakiegoś powodu zobaczyli w kryptowalutach dobrą inwestycję. Biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich dwóch dni poszły one w górę o 20%, jest tam znacznie więcej emocji niż racjonalności. Owszem docelowy poziom stóp procentowych wyraźnie spada, ale czy nie uzasadnia on takich wzrostów? Ciężko powiedzieć. Na pewno nie grozi nam nuda na rynkach.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – inflacja konsumencka.






















