Ceny w USA spowalniająJeszcze wczoraj rynki spodziewały się przyspieszenia wzrostu stóp procentowych. Dzisiaj z kolei po wczorajszym odczycie w sprawie inflacji mamy dokładnie odwrotny trend. Na rynkach się dzieje. Dużo.
Co dalej ze stopami procentowymi w USA?
Po ostatnim posiedzeniu FED, na którym podniesiono stopy procentowe o 0,75%, optymizm względem dalszych podwyżek wyraźnie opadł. To właśnie dlatego dolar znajdował się przez pewien czas w odwrocie. W kolejnych dniach jednak oczekiwania zaczęły wracać na poprzednie tory. Obecnie jest już ponad 68% szans na to, że we wrześniu zobaczymy podwyżkę o 0,5%. Po samej decyzji FED wyraźnie dominowała wersja wzrostu o 0,25%. W efekcie dominującym scenariuszem na koniec roku ponownie jest 3,5%, czyli jeszcze 1% wzrostu. To właśnie te zmiany oczekiwań pomagają dolarowi utrzymywać się blisko poziomu równowagi z euro.
Co na to rynki walutowe?
Skoro dolar nagle nie jest takim fajnym miejscem do inwestowania, jak sądzono, to nie można się dziwić, że kapitał ucieka. W rezultacie byliśmy wczoraj świadkami przepływu kapitału zarówno z USA do Europy widocznego na parze EURUSD, jak i do Azji, gdzie dużo się działo przynajmniej na USDJPY. Konsekwencją było chociażby wyraźne umocnienie się polskiej waluty. Wczoraj niespodziewanie nie tylko euro spadło poniżej poziomu 4,70 zł, ale dotarło aż do 4,67 zł. Jest to najniższy poziom od końca czerwca. Słabsze wiadomości mamy niestety dla kredytobiorców frankowych. Spadki na franku nie były tak imponujące, bo sam frank szwajcarski postanowił zameldować się wczoraj na jednych z najsilniejszych poziomów w historii względem euro.
Ewakuacja Krymu
Jeszcze wczoraj wydawało się, że wiadomością dnia będzie ostrzelanie rosyjskich celów militarnych na Krymie. Spowodowało to niesamowitą panikę wśród zwyczajowo odpoczywających tam Rosjan. Okazuje się, że plażowanie na okupowanych terenach, podczas gdy próbuje się zająć militarnie kolejne, to nie jest przepis na spokojne wakacje. Obrazki w mediach bardzo przemawiały do wyobraźni. Wielokilometrowe korki na wyjeździe podczas ewakuacji to tylko wisienka na torcie. Wpływ tych wydarzeń na rynki został jednak nakryty przez dane o inflacji w USA.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
USA
Amerykanie jednak bardziej jastrzębioPo pamiętnej konferencji prasowej prezesa NBP określenie “jastrząb” zrobiło się znacznie bardziej popularne. Oznacza podejście w polityce monetarnej dążące do podnoszenia stóp procentowych, by walczyć z inflacją. Znów mamy taki zwrot w przypadku USA.
Co dalej ze stopami procentowymi w USA?
Po ostatnim posiedzeniu FED, na którym podniesiono stopy procentowe o 0,75%, optymizm względem dalszych podwyżek wyraźnie opadł. To właśnie dlatego dolar znajdował się przez pewien czas w odwrocie. W kolejnych dniach jednak oczekiwania zaczęły wracać na poprzednie tory. Obecnie jest już ponad 68% szans na to, że we wrześniu zobaczymy podwyżkę o 0,5%. Po samej decyzji FED wyraźnie dominowała wersja wzrostu o 0,25%. W efekcie dominującym scenariuszem na koniec roku ponownie jest 3,5%, czyli jeszcze 1% wzrostu. To właśnie te zmiany oczekiwań pomagają dolarowi utrzymywać się blisko poziomu równowagi z euro.
Inne spojrzenie na inflację
Poznaliśmy wczoraj wyniki raportu “Indeks cen w sklepach detalicznych”. Wynika z niego, że ceny wzrosły w lipcu o 18,6%. Jest to wynik o ponad 3% powyżej wskaźnika inflacji. Różnica ta wynika z badania innego rodzaju produktów. Ogólna inflacja, mimo że zawiera mocno podnoszące wynik ceny paliw, zawiera również kilka elementów, które ten poziom zaniżają. W przypadku wspomnianego raportu mamy jednak wynik znacznie bardziej odczuwalny. Mniej więcej o ten poziom powinny bowiem rosnąć nasze wydatki przy kasach sklepów. Co gorsza, pomimo że inflacja w lipcu teoretycznie nie zmieniła się, to ceny w sklepach rosły w lipcu o 0,6% szybciej niż w czerwcu.
Widmo problemów za oceanem
Amerykański rynek pracy ostatnio znany jest głównie z niższego od oczekiwań poziomu bezrobocia. Owszem stopa spadła przez stworzenie zaskakująco dużej liczby nowych miejsc pracy. Z drugiej strony widzimy, że jednostkowe koszty pracy rosną w ujęciu 10,8% kwartalnie. W tym samym czasie spadła wydajność pracy o 4,6%. Oba te odczyty są niestety dla tamtejszego rynku słabsze od oczekiwań. Na rynku po publikacji zapanowało pewne zamieszanie. Finalnie dolar do końca dnia i tak tracił, ale nie tak mocno, jak przed południem.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – budżet federalny.
Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oc
Ceny rosną a bezrobocie niskieBiorąc pod uwagę wskaźniki inflacji, można odnieść wrażenie, że gospodarki są w dramatycznej sytuacji. Patrząc na stopę bezrobocia, widzimy dokładnie odwrotne procesy.
Problemów z inflacją ciąg dalszy
Na Węgrzech inflacja w ciągu miesiąca wzrosła o kolejne 2%. Jest to jednak poziom “zaledwie” 13,7%. To niemal 2% mniej niż mamy obecnie w Polsce. Należy jednak pamiętać, że stopy procentowe są tam aż o 4,25% wyższe niż w Polsce. Wartość ta wydaje się przepaścią. Miejmy na uwadze, że kredyty ze zmiennym oprocentowaniem udzielane na Węgrzech mają obecnie zamrożone oprocentowanie na wartości z końca 2021 roku. Ciężko to zresztą nazywać zmienną stopą procentową. Rezultat jednak jest taki, że ten sam wzrost stóp procentowych powoduje mniejszą redukcję kapitału na rynku, niż gdyby tej decyzji nie było. Wyższy wzrost inflacji umocnił forinta, który i tak podobnie jak złoty, ma ostatnimi dniami dobrą passę. Rosnąca inflacja to bowiem większe nadzieje na jeszcze wyższy wzrost stóp procentowych.
Bezrobocie w Czechach rośnie
W Pradze z pewnością nie ucieszyli się z wczorajszego odczytu. Spodziewano się, że bezrobocie może wzrosnąć z poziomu 3,1%. Miało jednak wzrosnąć do 3,2% a nie 3,3%. Na rynku walutowym spowodowało to ustabilizowanie się korony. Czeska waluta umacniała się od czwartku i decyzji Czeskiego Narodowego Banku o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. W piątek pomogły mniej złe od oczekiwań dane na temat sprzedaży detalicznej. Nie można się dziwić, że rosnące bezrobocie zakończyło serię wzrostów.
Dane ze Szwajcarii
Kraj ten oprócz swojej neutralności potrafi zaskoczyć wieloma kwestiami. Wczoraj poznaliśmy wynik bezrobocia. Wynosi ono zaledwie 2%. Jest to wyjątkowo mało, biorąc pod uwagę, że krat ten cierpi z powodu zbyt silnej waluty, która niszczy miejsca pracy. Zbyt silny frank ma być powodem nieopłacalności szwajcarskiego eksportu. To właśnie dlatego jeszcze do 2015 roku utrzymywano sztucznie parytet wymiany aż 1,2 franka za euro. Dzisiaj płaci się 0,97 franka za to samo euro. Dobre dane z rynku pracy pozwoliły zresztą frankowi jeszcze bardziej się umocnić.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – budżet federalny.
Czy to koniec drogiej ropy?Analiza techniczna z dnia 05.08.2022
Układy na wykresach ropy naftowej dają nadzieję na zejście w “normalne” rejony. Taki scenariusz wspomoże banki centralne w walce z inflacją. A to z kolei może na nowo rozbudzić apetyt na ryzyko. Beneficjentem tej zmiany może (a nawet powinien) być złoty.
Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 01.08.2022 – 05.08.2022.
Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,6869 4,7949 4,5740 5,5675
Maksimum 4,7486 4,8786 4,6561 5,6684
Znowu punktem wyjścia do rozważań na temat kursów walut stają się wyceny ropy naftowej. Tym bardziej, że znajdujemy się w szczególnym momencie, który może zdefiniować przyszłe ruchy na następnych kilka tygodni. Od połowy czerwca trwa prawdziwy zjazd ceny czarnego złota, które przez trzy tygodnie potaniało już o blisko 40 dolarów na baryłce dla odmiany WTI. Jest to ruch w dół o 30%, co zdarza się wyjątkowo rzadko. Co istotne, zasięg obecnego trendu już teraz przebił wartości ostatniego ruchu w górę, daje to mocny argument za tym, że nawet jeśli nastąpi pewna korekta, to jednak inwestorzy będą spoglądać raczej w dół niż w górę. Najpierw trzeba jednak pokonać poziom przy 87,5 $. Warto pamiętać, że to właśnie z tego pułapu rozpoczął się ostatni trend wzrostowy, który ustanowił tegoroczne maksimum. Dlatego odreagowanie ostatnich spadków w przyszłym tygodniu jest co najmniej prawdopodobne. Co istotne, warto zauważyć, że obecny trend jest stromo nachylony, co może sugerować równie intensywne odbicie. Wydaje się jednak, że póki nie wyjdziemy powyżej 100 $, to podaż będzie rozdawać karty. Przełamanie obecnego wsparcia otworzy drogę najpierw do 75 $, a docelowo nawet do 65 $. Realizacja tego scenariusza byłaby prawdziwym błogosławieństwem dla banków centralnych walczących z inflacją. Z drugiej strony byłby to jasny sygnał, że rynki są przekonane co do nadchodzącej recesji.
Między dżumą a cholerą… A dokładniej między inflacją a recesją. Tak można scharakteryzować sentyment na głównej parze walutowej. Z jednej strony mamy wciąż coraz to wyższe odczyty dynamiki cen po obu stronach Atlantyku. Z drugiej inwestorzy więcej uwagi poświęcają załamaniu gospodarczemu. Ciekawie wygląda również rozkład tych obaw. Wydaje się, że szybciej recesja uderzy w Stany, a w sumie można powiedzieć, że już tam zawitała, jednak potencjalnie głębiej zejść może eurozona. To, że istnieje pewna równowaga między tymi lękami wyraźnie widać w ostatnim czasie na wykresie popularnego “edka”. Już blisko pół miesiąca trwa konsolidacja, z której, póki co nie udaje się wybić. Co ciekawe, potencjalne ruchy w górę i w dół po wyłamaniu mają podobne potencjalne zasięgi. Na południu ograniczeniem jest ostatnie minimum, gdy udało się na chwilę wyłamać parytet. Obszarem docelowym dla euro wydaje się przedział między 1,038 $ a 1,050 $.
Tę chwilę spokoju na głównej parze walutowej próbuje wykorzystać złoty. Najpierw udało się zatrzymać wakacyjny trend wzrostowy, który doprowadził wycenę dolara aż do poziomu 4,83 zł. Później udało się zejść 14 groszy niżej, by ostatecznie zarysować formację trójkąta. Jesteśmy już całkiem blisko domknięcia jej, więc najdalej w połowie przyszłego tygodnia poznamy rozwiązanie. Wybicie górą będzie oznaczało nie tylko powrót do ostatniego szczytu, ale prawdopodobnie również ustanowienie nowego. Byłaby to fatalna wiadomość dla nas wszystkich, ponieważ słaby złoty jeszcze mocniej będzie napędzany inflacją, z którą już teraz przecież nasz bank centralny absolutnie sobie nie radzi. Jednak wspomniany wcześniej układ na ropie sugeruje, że mamy szanse na wyjście dołem, a jeśli przy okazji uda się sforsować pułap 4,533 zł, wrócimy do względnie pożądanych wartości. Oczywiście scenariusz, w którym udaje się zejść aż do 4,25 zł, jest skrajnie mało prawdopodobny, to jednak warto cieszyć się z każdego kroku w dół.
Nie jest jednak tak, że to wokół złotego zbierają się ostatnio najciemniejsze chmury. Wydaje się, że nastroje wokół funta są jeszcze gorsze. Popularny kabel, choć początkowo dawał nadzieję na wyłamanie negatywnego trendu, po wczorajszej decyzji Banku Anglii znowu obrał kierunek na południe. Brytyjczycy, choć jako pierwsi z wielkich zdradzali chęci do zacieśniania polityki pieniężnej, to ostatecznie zwlekali z tym zdecydowanie za długo. Efekty widzimy w ostatnich predykcjach makroekonomicznych, które sugerują, że już za chwilę na Wyspy zawita dwucyfrowa inflacja i pozostanie tam przez wiele miesięcy. BoE jednak nie składa broni i już zapowiada, że sięgnie po (wydaje się obecnie jedynie skuteczne narzędzie) redukcję bilansu. Funtowi to się za bardzo nie podoba, jednak w dłuższej perspektywie może to mu wyjść na dobre. O ile tym razem Andrew Bailey nie będzie przeciągał wdrażania słusznej idei w nieskończoność…
Brytyjczycy podnoszą, a Czesi nie Jedne banki centralne są wciąż w cyklu podwyżek stóp procentowych. Inne z kolei, przeważnie te, które nie zaspały tak bardzo z podwyżkami, już je kończą. Mianownik jest jednak wspólny. Wszyscy boją się recesji.
Wielka Brytania podnosi stopy
Zgodnie z oczekiwaniami wzrosły wczoraj w Wielkiej Brytanii stopy procentowe z 1,25% do 1,75%. Głosowanie było jednogłośne i wszystkich 9 członków poparło decyzję. Biorąc pod uwagę komunikat po decyzji, rynki zakładają, że może to być koniec cyklu podwyżek stóp procentowych. To właśnie dlatego funt po decyzji tracił na wartości. Inwestorzy dostosowywali bowiem swoje inwestycje do niższego docelowego poziomu stóp procentowych i sprzedawali funta. Co powoduje zmianę oczekiwań? Szybsza prognoza powrotu inflacji do celu, pomimo że wynosi ona obecnie aż 9,4%. Ważniejszy jest chyba fragment o gotowości do sprzedania aktywów zakupionych w ramach programu luzowania ilościowego. Spowoduje to zmniejszenie ilości kapitału na rynku bez manipulowania stopą procentową. Aż dziwne, że rozwiązanie to jest stosowane tak rzadko i tak późno.
Rynek pracy w USA
Za oceanem sytuacja na rynku pracy jest ogólnie bardzo dobra. Dzisiaj wieczorem poznamy stopę bezrobocia, aczkolwiek rynki są zgodne, że pozostanie ona na wyjątkowo niskim poziomie 3,6%. Wczorajsze dane o delikatnie większej liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych budzą niepokój, ale z drugiej strony raport Challengera na temat zwolnień wypada optymistycznie. W rezultacie można mówić, że rynek jest blisko stabilizacji po olbrzymim szoku, jakim była dla amerykańskiego rynku pracy pandemia.
Czesi nie zmieniają stóp procentowych
O ile w Polsce jest pewna zgoda co do oczekiwań, że mamy właśnie koniec cyklu podwyżek stóp procentowych, o tyle w Czechach nie pozostawili wątpliwości. Na wczorajszym posiedzeniu stopy procentowe nie wzrosły, pozostając na poziomie 7%. Co ciekawe, dzieje się to pomimo przyspieszenia inflacji do 17,2%. Teoretycznie na konferencji prasowej nowy prezes banku zapowiedział, że w przyszłości będą zależni od danych. Biorąc pod uwagę wspomniany odczyt inflacji, chciałoby się zapytać, dlaczego dopiero w przyszłości. Jak widać Czesi, mimo że nie są szczególnie religijnym narodem, najwyraźniej zamierzają wierzyć w cud. Co ciekawe furtka, którą na konferencji pozostawił nowy prezes banku, doprowadziła wczoraj do umocnienia czeskiej korony względem euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.
Kolejne dane lepsze dla dolara Amerykańska waluta ma obecnie znów nie najgorszą passę. Na jej korzyść przemawiają ostatnio zarówno dobre dane o zamówieniach, jak i wysoki optymizm w branży usługowej.
Dane z USA
Opublikowano wczoraj lepsze od oczekiwań dane na temat zamówień w USA. Zamówienia w przemyśle rosną o 2% przy oczekiwanych 1,1%, z kolei zamówienia na dobra trwałego użytku rosną o 2% przy oczekiwaniach na 1,9%. Te relatywnie niskie wartości wynikają z faktu, że dane te publikowane są w ujęciu miesięcznym. Spojrzenie z szerszej perspektywy wcale nie poprawia sytuacji. W obydwóch przypadkach jest to drugi najwyższy wynik w ciągu ostatniego roku. Mamy zatem do czynienia z dobrym rezultatem, ale pod żadnym pozorem nie możemy uważać, że cały rok był taki. Te dobre dane pracowały jednak na korzyść dolara. Wczoraj mieliśmy kolejny dzień, kiedy USD umacniał się względem euro.
Usługi lepsze od przemysłu
Koniunktura w przemyśle okazała się dalej słabnąć. Co ciekawe, usługi, które teoretycznie powinny być bardziej podatne na wahanie koniunkturalne, pokazują lepsze wyniki. Mowa o indeksie PMI dla usług. W przeciwieństwie do wspomnianego przemysłu wskaźnik dla usług dalej pokazuje przewagę pozytywnych odpowiedzi nad negatywnymi. Nie jest to przytłaczająca większość i widać spadki, ale wyniki są lepsze od oczekiwań. Z drugiej strony należy pamiętać, że usługi mocniej ucierpiały podczas pandemii, stąd odnoszą się do innej sytuacji niż przemysł.
Czy inflacja w Turcji spowalnia?
Jest to ciekawa hipoteza, biorąc pod uwagę, że ceny rosną tam o imponujące 79,6%. Tak – nie pomyliliśmy się z umiejscowieniem przecinka – jest to niemal 80%. Warto jednak pamiętać, że miesiąc temu było to zaledwie 1% mniej. Pokazuje to, że inflacja rośnie coraz wolniej. Jeżeli nałożymy na to potencjalny spadek cen ropy naftowej, o którym coraz więcej się mówi w kontekście potencjalnego spowolnienia gospodarczego, moglibyśmy zobaczyć nawet spadek w kolejnych miesiącach. Coraz bardziej palącym problemem jest jednak inflacja producencka. Pokazuje ona, że ceny producentów rosną szybciej niż konsumentów. W rezultacie mamy tykającą bombę, która może się przekładać na dalsze wzrosty cen. Lira w tle tych wydarzeń kontynuuje swoją słabą passę. Jest obecnie najsłabsza w historii względem głównych walut z wyjątkiem krótkiego epizodu z grudnia 2021 roku.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.
Koniunktura się psujeIndeksy koniunktury są coraz słabsze. Optymizm spada nie tylko w Europie, ale i na świecie. Niewykluczone, że jakby tych problemów było mało, możemy mieć zaraz kolejną edycję konfliktu USA-Chiny.
Indeksy PMI zaczynają straszyć
Poniedziałek minął pod dyktando odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Są to badania ankietowe prowadzone wśród managerów odpowiedzialnych za zamówienia. Badają one, czy zdaniem ankietowanych sytuacja poprawi się, pozostanie bez zmian, czy się pogorszy. Jest to o tyle cenne badanie, że skoro taka osoba spodziewa się poprawy, to prawdopodobnie zamówi więcej materiałów. W rezultacie pytane są osoby, od których częściowo owa poprawa zależy. W Polsce wynik wyniósł 42,1 pkt. To nie tylko 1,5 pkt poniżej oczekiwań, ale przede wszystkim wynik znacznie gorszy od 50 pkt, będącego poziomem równowagi pomiędzy odpowiedziami pozytywnymi i negatywnymi. Zaraz po odczycie z Polski mieliśmy krótki ruch osłabiający złotego. Przerwały go późniejsze dane z Unii…
Unia podchodzi do tematu bardziej optymistycznie
Indeks PMI dla strefy euro tylko nieznacznie spadł poniżej 50 pkt. Wynik 49,8 pkt to realnie poziom równowagi. Co ciekawe, wszystkie największe gospodarki pokazały wyniki poniżej tego poziomu. Główne lokomotywy napędowe Unii, czyli Niemcy i Francja są jednak tylko nieznacznie poniżej tego pułapu. Większe zaskoczenie miało jednak miejsce w krajach południa kontynentu. Wyniki były tam wyraźnie słabsze od oczekiwań, podczas gdy łączny odczyt oczekiwania przekroczył. Potwierdza to teorię, że rosnące stopy procentowe najprawdopodobniej mocniej dotkną południe naszego kontynentu. Lepsze ogólne dane spowodowały jednak, że inwestorzy chętniej patrzyli na euro. W rezultacie osiągnęło ono jeden z najwyższych poziomów względem dolara od miesiąca. Pomogło to również złotemu, który zyskał na wartości.
Konflikt z Chinami?
Wydawało się, że po tym, co dla relacji chińsko-amerykańskich zrobił Donald Trump, teraz gorzej już nie będzie. Okazuje się jednak, że w najbliższych dniach ma dojść do wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów na Tajwanie. Jeżeli coś naprawdę drażni władze w Pekinie, to jest to uznanie międzynarodowe Tajwanu, jako pełnoprawnego państwa. Warto pamiętać, że Tajwan to potężna gospodarka. Na powierzchni niewiele mniejszej niż Holandia mieszka tam ponad 23 miliony ludzi. Nie zmienia to faktu, że Chiny (pomimo absolutnego braku kontroli nad tym terytorium) uważają to za część swojego państwa. Dlaczego ta wizyta w ogóle jest ważna? Wielu analityków uważa, że Pekin jest zdolny do daleko idących prowokacji militarnych związanych z tą wizytą. To z kolei może znowu zachwiać rynkami.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Czy ceny się ustabilizują?Informacja, że wzrost cen się stabilizuje to dobra wiadomość. Złą jest fakt, że dzieje się to na poziomie 15,5%, w momencie, kiedy obywatele dostali wakacje kredytowe, a zaraz dostaną bony 3000 zł teoretycznie na węgiel.
Inflacja nie wzrasta
W piątek poznaliśmy wstępny odczyt inflacji w Polsce. Wyniósł on 15,5%, był zatem taki sam jak finalny odczyt za lipiec. Dla przypomnienia wstępny odczyt za lipiec był o 0,1% wyższy, stąd narracja o spadku inflacji. Jest to narracja bardzo wygodna dla kręgów rządowych. Wstrzymałbym się jednak z takim optymizmem do danych finalnych, na które przyjdzie nam jeszcze kilka dni poczekać. Złoty zareagował na te dane umocnieniem. Co ciekawe, nie przełożyło się to równolegle na wzrost oczekiwań wzrostu stóp procentowych. Od 11 lipca 3-miesięczny WIBOR, będący zmorą kredytobiorców, utrzymuje się na niemal niezmienionym poziomie. Ruch umacniający złotego można jednak kojarzyć z napływem zagranicznego kapitału na rynek obligacyjny. W piątek wyraźnie spadła rentowność obligacji, co świadczy o dużej liczbie kupujących.
Lepsze dane z Europy
Dane z poszczególnych państw na temat wzrostu PKB w drugim kwartale nie zawsze napawały optymizmem. Dobrym przykładem jest tutaj niemiecki wynik, który okazał się o 0,3% słabszy od oczekiwań. Finalny odczyt dla strefy euro wyniósł jednak 4% i był lepszy aż o 0,6% od oczekiwań. Z jednej strony kwartał temu było to 5,4%, zatem mamy wyraźny spadek. Z drugiej strony tak wysokiego poziomu wzrostu kwartalnego jak 4% (za wyjątkiem odbicia po pandemii) nie oglądaliśmy od początku kryzysu z 2008 roku. Nie można zatem mówić, że to zły wynik. Euro po tych danych zyskało względem dolara nieznacznie.
Dane z USA
W piątek poznaliśmy pakiet danych zza oceanu. Wydatki Amerykanów rosną szybciej, niż oczekiwano. Szybciej rosną również dochody. Jest to dobra wiadomość dla rynków. Na dłuższą metę widać jednak niepokojący trend. Skoro wydatki rosną szybciej niż dochody, to nie zanosi się na spadek zadłużenia tego społeczeństwa. Do tego trzeba dodać dwa indeksy koniunktury. Indeks Chicago PMI wypadł słabiej od oczekiwań z kolei raport Uniwersytetu Michigan wypadł nieznacznie lepiej. Dane te finalnie zostały odebrane jako dobre dla dolara i widzieliśmy umacnianie się amerykańskiej waluty po publikacji. Do końca dnia jednak ruch ten został zanegowany i dolar wciąż pozostaje relatywnie stabilny względem euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.
Bank of America - okazja czy pułapka ?Bank of America to drugi co do wielkości bank w USA.
Od początku stycznia jego kurs zanurkował o 27%.
Kurs przebwał od początku roku w trendzie spadkowym aby obecnie wyhamować w okolicach 30 USD.
Czy to już jest okazja i dobry moment do zkaupów ?
Z punktu widzenia analizy technicznej warto się przyglądnąć sytuacji na wykresie.
Kurs otrzymał wsparcie od linii trendu i powrócił do średniej MA200.
Wskaźnik MACD znajduje się w ciekawym polożeniu.
Jeśli kurs ruszy na północ to napotka następujące opory:
- 34,46 USD - średnia MA15
- 34,69 USD - średnia MA 130
- 35,22 USD - poziom Fibo
Jeżeli chciałby zawrócić na południe to wsparcie mamy na poziomie 30 USD.
W najbliższych tygodniach warto będzie obserwować poziom obrotów związany z kolejnymi ruchami ceny akcji.
Podsumowując wycena wydaje się być atrakcyjna, ale pamiętać należy, że w przeszłości średnia MA200 była pokonywana i kurs znajdował się wyraźnie poniżej niej.
Widmo recesji w USA, niepewna sytuacja z inflacją są zagrożeniami, które mimo korzystnego położenia kusru mogą nie gwarantować udanych zakupów i tym samym stóp zwrotu.
Na koniec przypomnę jeszcze, że Bank of America iest spółką dywidendową o stopie dywidendy 2,63%.
Crocs Inc. - sezon na klapki4 sierpnia spółka poda swoje wyniki za II kwartał 2022 r.
Ostatnie cztery kwartały zawsze przebiegały pod znakiem pobicia oczekiwań rynku w zakresie EPS (Earnings Per Share - Zysk na akcję).
Aktualny wskaźnik C/Z to 5,62.
Szacuje się również, że przychód wypracowany w kwartale będzie najwyższy w historii i wyniesie około 950 mln usd.
Obecnie kurs spółki konsoliduje się w przedziale 47-65 usd.
Dzisiejsza sesja i wzrost o 7,91% do poziomu 62,61 usd ma dodatkową moc, bo towarzyszył jej wzrost obrotów.
Warto obserować kolejne sesje, ponieważ zbliżamy się do kluczowych oporów.
Jako pierwszy opór wskazałbym 65,09 usd.
Następnie mamy 73,46 usd na którym to poziomie znajduje się obecnie średnia MA130.
Wsparcie wciąż mamy na poziomie 47,16 usd.
Jeżeli dojdzie do pokonania MA130 to będzie istotny sygnał potwierdzający moc popytu.
Nie podejmę się szacować szans na taki scenariusz. Atutem nadchodzących wyników może być sezonowość.
I kwartał 2021 był najmocniejszym kwartałem w 2021 roku.
Po stronie zagrożeń mamy ograniczenie wydatków domowych (inflacja. koszty życia itp). Produkty CROCS INC. do tanich nie należą, ale na pewno mają swoich fanów.
Warto też pamiętać, że w tych wynikach powinniśmy już zobaczyć efekty przejęcia marki HEY DUDE.
Jakie one będą, to zobaczymy już wkrótce.
Wykres tygodniowy na którym widać sygnał kupna na MACD.
Ceny rosną zaledwie 15,5%Finalny odczyt inflacji okazał się symbolicznie łagodniejszy. Zadziwiające jest, że ceny rosnące ponad 15% rocznie mogą kogokolwiek uspokoić, a jednak dożyliśmy takich czasów.
Inflacja finalnie jednak niższa
Ostateczny odczyt inflacji wyniósł jednak 15,5%, to o symboliczne 0,1% mniej niż wstępne szacunki. Jest to w dalszym ciągu bardzo wysoki poziom, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi prezesa NBP. Powiedział on, że jeżeli będzie jeszcze jedna podwyżka to o 0,25%. Przypomnijmy, że mówimy o wrześniowym posiedzeniu. Polityka monetarna nie jest w Polsce na tyle ważnym tematem, by sierpniowe posiedzenie robić posiedzeniem decyzyjnym. To, że ostatnie 10 posiedzeń podnosiło stopy procentowe, nie znaczy, iż nie należą się wakacje. Konsekwencją tego podejścia jest usztywnienie się WIBOR-u na obecnych poziomach. Po spadku o niecałe 0,15% po ostatniej decyzji mamy dzisiaj stabilizację w okolicach 7% dla WIBOR-u trzymiesięcznego. Jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców. Dla osób, które czekają, aż przestaną się bać w sklepach, rada pod tytułem “zaraz przyjdzie kryzys to i ceny przestaną rosnąć” nie brzmi obiecująco.
Pakiet danych z USA
Piątkowy pakiet danych z USA podczas ich publikacji wydawał się korzystny dla dolara. Inwestorzy liczyli najwyraźniej na znacznie więcej, bo dolar odbił się od granicy jednego euro. Sprzedaż detaliczna wzrosła w ciągu miesiąca o 1%, czyli 0,2% mocniej niż oczekiwano. Indeksy zarówno NY Empire State, jak i raport Uniwersytetu Michigan przekroczyły oczekiwania. Słabiej wypadła tylko albo aż produkcja przemysłowa. Spadła ona o 0,2% w ujęciu miesięcznym, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 0,1%. Jak widać, inwestorzy oczekiwali wyraźnego sygnału do ponownego ataku na poziomy, gdzie dolar był silniejszy od euro.
Co z ropą?
Jeszcze w czwartek żyliśmy w świecie, gdzie ropy naftowej (biorąc pod uwagę prognozy rynkowe) miało być za dużo. Tym tłumaczono spadki cen surowca poniżej 100 dolarów za baryłkę. W piątek dodatkowo pojawiła się informacja o wzroście liczby wież wiertniczych w USA. Obecny poziom 599 nie jest nawet blisko maksimów z poprzednich cyklów. Zwiększenie liczby punktów wydobywczych powinno działać negatywnie na cenę. Przy tych poziomach i tak wydobycie jest opłacalne. Z drugiej strony po odbiciu w czwartkowe popołudnie cena ropy w ciągu dwóch dni wzrosła już o imponujące 10 dolarów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Dolar droższy od euroPrzez relatywnie krótki czas, ale jednak wczoraj byliśmy świadkami zejścia kursu euro poniżej jednego dolara. W tle korekta na złotym wywołana po części atrakcyjnym oprocentowaniem obligacji.
Więcej bezrobotnych za oceanem
Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych osiągnęła w ciągu tygodnia 244 tysiące. Jest to poziom około 3% powyżej oczekiwań. Z jednej strony wiadomość, że ostatnio tak dużo wniosków było zgłoszonych w listopadzie, może budzić niepokój. Z drugiej strony nie jest to absolutnie alarmujący poziom. Po pierwsze są to dane tygodniowe, co powoduje większe wahania. Po drugie w sytuacji dobrej dyspozycji rynku pracy przed pandemią takie rezultaty się zdarzały. O tym, jak bardzo spokojnie rynki podchodzą do tego odczytu, najlepiej świadczy reakcja rynków walutowych. Wczoraj dolar na kilka godzin był droższy od euro. Dzisiaj jednak znów jest powyżej parytetu.
Polskie obligacje znów dają zarobić
Wczoraj rentowność polskich 10-letnich obligacji sięgnęła 7%. Nie są to poziomy paniki z połowy czerwca, ale wyraźnie było widać wzrost rentowności. Osiągnięcie tego pułapu spowodowało jednak bardzo szybką korektę. Widać to szczególnie na przykładzie reakcji rynku walutowego. Nagłe umocnienie złotego wynikało po części z kapitału płynącego na rynek obligacji. Dla inwestorów wyglądało to bowiem na dobrą inwestycję. 7% to bardzo dobra stopa zwrotu szczególnie w obliczu wygaszania cyklu podwyżek stóp, a przy okazji kupowanie przy dzisiejszych notowaniach walut złotego wygląda na okazjonalny moment.
Chile podnosi stopy
Chilijski bank centralny podniósł stopy procentowe do 9,75%. Był to ruch o symboliczne 0,25% powyżej oczekiwań. Warto jednak zwrócić uwagę, że kraj ten ma obecnie inflację na poziomie 12,5%. To, co jednak ważniejsze, inflacja bazowa wynosi tam 9%, zatem tyle, ile stopy procentowe przed podwyżką. Ta sytuacja powinna dusić wzrost cen. Powinna również umacniać chilijskie peso, skoro jest tak wysoko oprocentowane. To jednak się nie dzieje. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że Chile eksportuje wiele surowców przemysłowych. W rezultacie informacje o nadchodzącym spowolnieniu gospodarczym mocno szkodzą lokalnej walucie. W tle mamy jeszcze zbrojne tłumienie protestów ludności rdzennej, co nigdy nie pomaga poprawić wizerunku.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – indeks NY Empire State,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.
Euro wciąż droższe niż dolarPomimo rosnącej inflacji w USA i towarzyszącym spekulacjom o dalszych podwyżkach stóp procentowych dolar wciąż nie przeskoczył pod kątem wartości euro. W tle ropa naftowa spadła poniżej 100 dolarów.
Inflacja w USA przyspiesza
Analitycy spodziewali się przyspieszenia wzrostu cen. Wynik okazał się jednak wyższy od tych oczekiwań. Na uwagę zasługuje niższy od oczekiwań, ale jednak spadek inflacji bazowej. Jest to sugestia, że sytuacja nie jest zupełnie poza kontrolą. Rynki czekały na te dane w nadziei, że dadzą one impuls do przebicia poziomu 1,0000 wymiany euro za dolara. Kurs jednak dotknął tylko tego pułapu i się odbił. Zawarto oczywiście transakcje poniżej tego pułapu, ale dzisiaj znów jesteśmy ułamki centa powyżej tej granicy. Rynki wciąż czekają na wyraźną wskazówkę co dalej. Potencjalnym sygnałem mogą być przynajmniej dzisiejsze dane z rynku pracy.
Ropa poniżej 100 dolarów za baryłkę
Nic tak nie przeszkadza notowaniom ropy naftowej jak nadchodzące informacje z rynku o możliwym kryzysie lub chociaż spowolnieniu gospodarczym. Ich wynikiem jest bowiem korekta spodziewanego zapotrzebowania na surowiec. W momencie, kiedy obniżane jest zapotrzebowanie, a produkcja (przynajmniej na moment kalkulacji) pozostaje stała, prawa ekonomii okazują się bezlitosne. Zgodnie bowiem z prawem popytu i podaży nowa cena równowagi powinna być niższa. Tak właśnie dzieje się w tej chwili. Cena tuż poniżej 100 dolarów to nadal nie jest oczywiście mało. Jest to jednak znacznie mniej niż średnia z ostatniego kwartału. Musimy bowiem pamiętać, że w cenach jest nadal odcięcie Rosji od rynku. Nie można też zapomnieć, że silny dolar zwyczajowo również jest negatywnym bodźcem dla dolarowej ceny ropy.
Kanada walczy z inflacją
Inflacja w Kanadzie, podobnie zresztą jak w wielu innych państwach, idzie gwałtownie w górę. Ostatni odczyt wyniósł 7,7%, poziom ostatni raz widziany w latach 80. Nie może zatem dziwić, że członkowie tamtejszego banku centralnego nie chcą mieć w CV dopuszczenia na długo do takiej sytuacji. W rezultacie podwyżka stóp procentowych o 1% z 1,5% na 2,5% nie była aż tak dużym zaskoczeniem. Rynki oczekiwały 0,75%, widząc potencjał na dużą zmianę. Po tych danych dolar kanadyjski umacniał się przez chwilę. Waluta Kanady jednak w ostatnim czasie podobnie jak większość walut na świecie znajduje się wyraźnie w odwrocie względem dolara amerykańskiego.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.
Czy dolar będzie droższy niż euro?Analitycy pasjonują się obecnie sytuacją na parze EURUSD, gdzie dolar próbuje wybić się na wyższe poziomy niż euro. Biorąc pod uwagę sezon wakacyjny, wielu z nas wolałoby, żeby ta pasjonująca walka nie odbywała się przy poziomach powyżej 4,84 zł za euro jak obecnie.
Rynek czeka na inflację z USA
Dzisiejszy dzień upłynie najprawdopodobniej pod dyktando oczekiwania na odczyt inflacji w USA. Oczekiwania nie są wygórowane, zatem ciężko nastawiać się na jakiś konkretny scenariusz. Wielu inwestorów czeka jednak, aż któryś z dużych graczy da wyraźny sygnał do kupna lub sprzedaży. Dlatego tak ważna będzie godzina 14:30 naszego czasu, bo to wtedy prawdopodobnie pojawi się jakiś większy ruch. Nie można go oczywiście wykluczyć wcześniej, ale skoro nie spowodowały go opublikowane wczoraj dane z Niemiec, to jest to mniej prawdopodobne. W tle tych wydarzeń chodzi oczywiście o oczekiwania wzrostu stóp procentowych. Jeżeli wzrost inflacji w USA uzasadni oczekiwania wzrostu stóp, najprawdopodobniej dojdzie do umocnienia dolara względem euro.
Optymizm w Niemczech dalej spada
Jeżeli można w ogóle mówić o optymizmie wśród przedsiębiorców w Niemczech, to z pewnością spada. Wskaźnik indeksu ZEW mierzącego nastroje wśród analityków i inwestorów jest już teraz niżej niż na początku pandemii. Owszem jest jeszcze odrobinę wyżej niż w trakcie kryzysu w 2008 i nawrotu w 2012, ale to żadne pocieszenie. Pokazuje to jasno, że Niemcy mocniej od pandemii boją się recesji. Nie możemy zresztą tej pandemii zupełnie z kalkulacji wykluczyć, skoro obecna fala zachorowań na koronawirusa w tym kraju ma ponad 120 tysięcy zachorowań dziennie. To więcej zachorowań na milion mieszkańców niż w najgorszym momencie pandemii znalazły polskie statystyki. Pomimo słabszych danych nie doszło wczoraj do przebicia parytetu wymiany 1:1 euro za dolara. Niemniej byliśmy bardzo blisko tego pułapu.
Handel międzynarodowy w Chinach
To, że Chiny eksportują więcej, niż importują, to nikogo nie powinno zaskakiwać. Zadziwiać może jednak różnica w obydwóch tych parametrach. W opublikowanych w nocy danych import w ciągu roku wzrósł bowiem o zaledwie 1% i to przy niewygórowanych oczekiwaniach 3,9%. Eksport z kolei rósł o 17,9% przy oczekiwanych 12%. Nie możemy zatem być zaskoczeni, że bilans zamknął się dużo większym plusem, niż pierwotnie zakładano.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Światełko w tunelu? Dwa dni z rzędu spadku WIBOR rozpala nadzieje kredytobiorców, że ich koszmar ma się ku końcowi. Jest to prawdopodobnie nadmiernie optymistyczny wniosek, ale wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie wzrost stóp będzie niższy, niż sądzono jeszcze kilka tygodni temu. Widać to po słabości złotego.
WIBOR ufa prezesowi
Po ostatnich wypowiedziach rynki zmieniają nastawienie względem docelowych poziomów stóp procentowych. Widać to chociażby w przypadku stawek WIBOR, które od dwóch dni spadają. Widać to również na kontraktach na stopę procentową. Co to oznacza w praktyce? Inwestorzy spodziewają się, że stopy procentowe nie zajdą tak wysoko, jak dotychczas sądzono. Jest to z jednej strony dobra wiadomość dla kredytobiorców. Skoro nasze raty zależą najczęściej od wysokości stawki WIBOR 3M lub 6M to spadek o 0,15% w ciągu dwóch dni tych parametrów jest miłą niespodzianką. Z drugiej strony w kursie złotego uwzględnione były te podwyżki. Jeżeli ich nie będzie złoty powinien znów być w odwrocie. Tak ten sam złoty, w którym euro właśnie przekroczyło 4,80 zł.
Kiedy dolar będzie droższy od euro?
Biorąc pod uwagę dynamikę zmian na rynku należy pamiętać, że tekst ten był pisany we wtorek przed godziną 10:00. Zaznaczamy to, gdyż już wczoraj dolara od bycia droższym od euro dzieliło 0,4 centa. Dzisiaj w szczytowym momencie było to już mniej niż 0,1 centa. Inwestorzy coraz częściej zadają sobie zatem pytanie nie o to, czy dolar będzie droższy od euro, ale kiedy to się wydarzy. W tle tych rozważań mamy jutrzejsze dane o inflacji w USA. Rynki oczekują symbolicznego wzrostu z 8,6% na 8,8%, ale co przynajmniej równie ważne spadku inflacji bazowej z 6% na 5,8%. Jeżeli rynki mogą na coś czekać z ostatecznym atakiem to na te dane. Co więcej, nawet wynik zgodny z oczekiwaniami nie musi powodować, że to euro wciąż będzie silniejszym kolegą dolara.
Kryptowaluty znów nurkują
Bitcoin, będący wciąż główną kryptowalutą ponownie spadł poniżej psychologicznej bariery 20 000 dolarów. W dół idą też inne aktywa z tego rynku. Druga najpopularniejsza kryptowaluta etherum spada nawet mocniej. Jeszcze nie zanurkowała poniżej ważnego dla niej poziomu 1000 dolarów, ale jeśli jutro ponowi się dzisiejszy ruch szybko się tam znajdzie. Nastroje na rynku (delikatnie mówiąc) są słabe. Najlepiej pokazuje to ostatnia ankieta Bloomberga, w której 60% ankietowanych uważa, że bitcoin szybciej osiągnie 10 000 dolarów niż 30 000 dolarów. Nie jest to pozytywny prognostyk dla tego rynku. Szkodzą mu jednak znacznie bardziej wysokie rentowności obligacji, będące alternatywą dla kryptowalut niż pesymistyczne nastawienie części inwestorów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW.
Euro powyżej 4,75 złWczoraj był dzień ucieczki kapitału z Europy. Przecena złotego względem euro była dość łagodna, o raptem 5 groszy. Frank zdrożał blisko 10 groszy, a dolar 12. Wszystkiemu winna spodziewana recesja.
Dolar na górkach
Dolar osiągnął wczoraj najwyższe poziomy od lat. W zależności od tego, czy odniesieniem jest euro, czy złoty, są to rekordy od odpowiednio 20 i 22 lat. Te wartości przemawiają do wyobraźni. Co jest powodem tej zmiany? Inwestorzy boją się spowolnienia gospodarczego. Biorąc pod uwagę cudowną umiejętność strefy euro do przechodzenia z kryzysu w kryzys, nie normalizując gospodarki pomiędzy nimi, nie może dziwić, że kapitał wybiera dolara. Przepływ kapitału za ocean powoduje jednak, że zasysany jest on też z okolicznych rynków. W ten właśnie sposób potencjalne problemy gospodarcze Zachodu przekładają się na dramat złotego. Tylko wczoraj dolar podskoczył z poziomu 4,52 zł na 4,64 zł. To zdecydowanie nie jest standardowa sytuacja.
Frank droższy od euro
Czasem jest tak na rynkach, że pewne waluty, które zawsze były tańsze, teraz są droższe. Ile razy kredytobiorcy, mówiąc o racie kredytu, wspominali, że na szczęście jest ona we franku, a nie euro, bo wtedy byłoby naprawdę źle. Teraz od kilku dni mamy sytuację, gdzie frank bywa droższy od wspólnej europejskiej waluty. Wynika to z jednej strony ze zdecydowanej reakcji Szwajcarskiego Narodowego Banku. Z drugiej strony spodziewane spowolnienie gospodarcze na Zachodzie dokłada swoje do pieca. Ciekawe, jak w tej sytuacji zachowa się Europejski Bank Centralny. Nikt nie chce podnosić stóp procentowych na samym początku kryzysu. Z drugiej strony ile zmian koniunktury ta instytucja może przeczekać, nie dostosowując polityki monetarnej do tego, co się dzieje?
W tle Australia podnosi stopy
Bank Australii podniósł główną stopę procentową zgodnie z oczekiwaniami z 0,85% na 1,35%. Powodem jest rosnąca inflacja, która do czerwca nie osiągnęła nawet 4%. W czerwcu jednak przekroczyła 5% i nie zapowiada się na spadki. Sporym wyzwaniem dla Australii jest jednak przecena na rynku metali przemysłowych, których wydobycie i eksport są istotnym elementem tamtejszej gospodarki. Spadki są wynikiem spodziewanego spowolnienia gospodarczego na rynkach. Metale przemysłowe, podobnie jak ropa naftowa, są mocno wrażliwe na takie oczekiwania.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto poczekać na 20:00 na protokół z posiedzenia FOMC, czyli amerykańskiego odpowiednika naszej RPP.
Ciężkie czasy dla kredytobiorcówZłe informacje nadchodzą zarówno dla kredytobiorców złotowych i frankowych. Prezydent odwrócił uwagę od ostatnich ułaskawień spekulacjami na temat ograniczenia wakacji kredytowych. Rekordowa inflacja zarówno w Szwajcarii, jak i Turcji.
Co z wakacjami kredytowymi?
Projekt wakacji kredytowych został bardzo dobrze przyjęty przez kredytobiorców. W końcu kto nie chciałby, by państwo zapłaciło za niego efektywnie 8 rat kredytu w ciągu 1,5 roku? Problemem jest jednak to, że Państwo właśnie rozdaje nie swoje pieniądze. Sektor bankowy zwrócił właśnie uwagę, że w obecnej wersji koszt wyniesie w ciągu dwóch lat około 25 mld zł. Zakładają oni, że skorzysta z pomocy około 80% uprawnionych. Z drugiej strony nie wiadomo, kto miałby z tego nie skorzystać, skoro to pieniądze za darmo. Jak nietrudno się domyślić banki nie chcą się rozstać z tak dużą kwotą. W rezultacie zaczynają się pojawiać postulaty kryterium dochodowego, by pomóc przynajmniej najbardziej potrzebującym. Brak danych jak mocno obniży to koszty dla banków. Zaczyna się jednak niepokój u kredytobiorców, którzy mogą się nie załapać na pomoc z tego powodu. Teoretycznie projekt nie ma wpływu na notowania walut. Nie można jednak wyjąć 25 mld zł z systemu bankowego bez wpływu szerzej na rynek.
Rekordy inflacji w Szwajcarii
Czarne chmury zbierają się też nad kredytobiorcami frankowymi. W Szwajcarii inflacja osiągnęła najwyższe poziomy od pierwszej połowy lat 90. Ta część informacji brzmi sensacyjnie, z pewnością lepiej niż wartość wynosząca 3,4% w skali roku. Jest jednak podstawowy problem spowodowany dalszymi potencjalnymi działaniami Szwajcarskiego Narodowego Banku. Jest bardzo duża szansa na kontynuację cyklu podwyżek stóp procentowych. To z kolei oprócz podnoszenia odsetek w kredytach frankowych powinno powodować umacnianie się franka.
Turcja nad krawędzią?
Wczorajszy odczyt inflacji wyniósł 78,6%. Był niemal dokładnie równy oczekiwaniom, które było o 0,3% niższe, ale przy tych poziomach to są jednak bardzo dokładne wskazania. Inflacja w Turcji ma kilka powodów. Głównym z nich jest jednak niepodejmowanie działań przez władze monetarne i realizacja szalonej wizji prezydenta Erdogana, który wierzy, że to wysokie stopy procentowe powodują inflację. Prezydentura w Turcji to nie egzamin z makroekonomii — nikt go nie wyrzuci za te „mądrości”. Nie zmienia to faktu, że problemy tego kraju nie dotyczą tylko tego parametru. Inflacja producencka rośnie szybciej, co tylko pogarsza sytuację. Waluta, nie mając perspektyw na podwyżki stóp, wyznacza kolejne minima.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Kapitał szuka pewnościCoraz słabsze dane z indeksów koniunktury po obu stronach Atlantyku. Kapitał szuka, gdzie się schować przy spadkach wycen i znalazł rynek obligacji. Przynajmniej koszty finansowania długu trochę spadną.
Słabsza koniunktura w strefie euro
Piątkowe dane z indeksów PMI to nie tylko problem Polski. Wynik 52,1 pkt to nawet o 0,1 pkt powyżej oczekiwań. Dane ze strefy euro okazały się jednak najsłabsze od sierpnia 2020 roku. Pokazuje to, że o ile pandemia budziła lęk w przedsiębiorcach, to potencjalna recesja gospodarcza wcale nie jest słabszym bodźcem. Wraca na rynek narracja, że na Zachodzie może pojawić się recesja. Rosnące stopy procentowe mogą jeszcze mocniej osłabić aktywność ekonomiczną przedsiębiorców. Do tego dochodzi problem inflacji producenckiej. Pomimo gwałtownego wzrostu cen sprzedawanych produktów koszty rosną w większości państw jeszcze szybciej, co nie zachęca do zwiększania produkcji. W rezultacie byliśmy w piątek świadkami kolejnego umocnienia się dolara względem euro.
Dane z USA również dołują
W piątkowy wieczór poznaliśmy również odczyty zza oceanu. Zarówno indeks PMI, jak i ISM wskazują na fakt, że nadchodzą trudniejsze czasy. Z drugiej strony dla przedsiębiorców trudno o lepsze czasy niż stopy procentowe blisko zera i państwa zalewające gospodarkę pieniędzmi. To el dorado na kredyt musiało się w końcu skończyć, a kończy się z hukiem. Tak jak poranne dane powodowały odwrót od euro do dolara, tak wieczorne odwróciły tę tendencję. Dolar jest w dalszym ciągu bardzo mocny względem europejskiej waluty, ale ruch ku parytetowi wymiany 1:1 się zatrzymał.
Rentowność obligacji gwałtownie spada
Na rynki wraca normalność. Wraz z oczekiwaniami nadchodzącego spowolnienia w gospodarce oraz wciąż wysokiej inflacji wielu inwestorów patrzy przychylniej na obligacje. Inwestycja w te papiery jest bowiem pewna. Giełdy od początku roku straciły przeważnie około 20-25% i nadal wygląda na to, że może to nie być koniec. Obligacje dają za to pewny procent. Z tego też powodu płynie do nich dużo kapitału. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że od szczytu sprzed kilku tygodni inwestorzy są skłonni kupować polskie papiery dłużne już nie z 8% stopą zwrotu, a 6,5% nadal jest atrakcyjne. Jest to bowiem zysk i to taki, który w przypadku dotrzymania obligacji do końca jest z wyjątkiem bankructwa państwa gwarantowany. Można by powiedzieć, że państwa w naszym regionie nie bankrutują, ale trzy lata temu mówiliśmy, że nie ma tu wojen ani pandemii, więc może z tym argumentem warto się wstrzymać.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Naiwność vs rzeczywistość Analiza techniczna z dnia 01.07.2022
Naiwność vs rzeczywistość To wręcz niewiarygodne, jak wiele ostatnio dostajemy “analiz” na temat zakończenia kryzysu inflacyjnego. Wydaje się, że dynamika cen w żaden sposób nie przeszkadza naszym wielkim ekspertom w głoszeniu swoich tez. W myśl zasady, że jeśli realia nie zgadzają się z naszymi ocenami, to tylko źle świadczy o tych pierwszych.
Nie wszystko jednak maluje się w totalnie czarnych barwach. Na rynku ropy mamy potwierdzenie krótkoterminowego trendu spadkowego, który powinien przynieść chwilę oddechu dla głównych banków centralnych na świecie. Dużo spekulowano, czym miał być zeszłotygodniowy ruch w górę, w pewnym momencie wyjątkowo mocne były obawy, że wracamy do trendu wzrostowego. Ostatecznie jednak wygląda na to, że podejście pod 115 $, było zaledwie korektą wcześniejszych spadków. Daleko jeszcze do odtrąbienia sukcesu, kluczowy w tym wszystkim będzie pułap 102 $, dopiero jego pokonanie da wyraźny sygnał, że rekordy na ropie w najbliższym czasie nam nie grożą. Dodatkowo wyłamanie tego poziomu da pretekst, by spróbować zejść aż w okolice 92,5 $, co by było już mocnym wsparciem w walce z inflacją. Warto jednak pamiętać, że fundamentalnie trwa duże zamieszanie nie tylko wokół rosyjskiej ropy, ale również względem tej z Libii czy Ekwadoru.
Wciąż nierozstrzygnięta pozostaje sytuacja na głównej parze walutowej globu. W ostatnich dniach udało się wyłamać korytarz konsolidacji, co zgodnie z przewidywaniami otworzyło drogę do testowania ostatnich dołków przy 1,035 $. Próba faktycznie się odbyła, jednak szybko została zanegowana i bez przeszkód wróciliśmy powyżej 1,04 $. Co istotne, jako opór przed dalszymi wzrostami zadziałało tu dolne ograniczenie wcześniejszej konsolidacji, co może sugerować, że w nadchodzącym tygodniu przynajmniej jeszcze raz spróbujemy poddać próbie ostatni dołek. W szerszej perspektywie jednak bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym wracamy do kanału, a po pewnym czasie testujemy jego górną granicę. Warto pamiętać, że FED zagrał już wszystkie karty, które miał na rękach i teraz powinniśmy być pod wpływem działań EBC. Ten bardzo długo się obijał, jednak wreszcie dołączył do frontu walki z inflacją, co na dłuższą metę musi przełożyć się na umocnienie wspólnej waluty.
Potencjalne umocnienie wspólnej waluty może wspomóc naszego złotego i nie da się ukryć, że potrzebuje on pomocnej ręki. Po naprawdę dobrym okresie, w ostatnich dniach złoty pozostaje praktycznie bezbronny. Już teraz doszliśmy do przedwojennego maksimum i wielu inwestorów w poziomie 4,715 zł upatruje ostatniej deski ratunku. Wystarczy wspomnieć, że zajęło zaledwie dwa tygodnie, by euro podrożało o blisko 15 groszy. Wyłamanie obecnego oporu może ten ruch zduplikować. Wrócimy wtedy do świata po rozpoczęciu rosyjskiej ofensywy, gdzie prawidłowości analizy technicznej schodzą na dalszy plan. Z drugiej strony, jeśli uda się wybronić poziom 4,715 zł, może się okazać, że nasza waluta zyska zupełnie nowe siły. Byłby to miły wstęp do większego umocnienia się nie tylko względem euro. I właśnie to może być największym problemem, ponieważ na innych parach złotowych nie widać powodów do optymizmu…
Najsłabiej sytuacja wygląda względem szwajcarskiego franka. Jeśli komuś się wydawało, że po podwyżce stóp procentowych przez Helwetów doszliśmy do jakichś absurdalnych poziomów, których już nigdy więcej nie zobaczymy, to niestety, ale mocno się zawiódł. Z pewnym mozołem, ale ostatecznie w końcu udało się odejść od tamtych szczytów na dystans 13 groszy. Rzecz w tym, że od tamtej pory złoty konsekwentnie osuwa się względem franka. Finałem tego jest nie tylko dojście do omawianych szczytów przy 4,67 zł, ale również ich pokonanie. Suma sumarum doszliśmy do poziomu 4,72 zł i wiele wskazuje na to, że to nie koniec rajdu na północ. Warto pamiętać, że praktycznie od początku czerwca znajdujemy się w intensywnym trendzie wzrostowym, który ma coraz mniej przeszkód na swojej drodze. Dodatkowo ostatnie wypowiedzi polskich ekonomistów przede wszystkim powiązanych z obozem rządzącym, sugeruje, że dość szybko może zabraknąć fundamentalnego wsparcia w postaci podnoszenia stóp procentowych. W ostatnich dniach coraz łatwiej natknąć się na różne publikacje wskazujące, że inflacje to my w sumie już pokonaliśmy i teraz pora zacząć się zastanawiać nad obniżaniem kosztu pieniądza. Sęk w tym, że inflacja nic o tym nie wie i dzisiejszym odczytem pokonała barierę 15%.
Węgrzy jednak walczą z inflacjąBank Centralny Węgier przestał się bawić w półśrodki i stopy procentowe zostały podniesione o niemal 2%. Z drugiej strony Polski Instytut Ekonomiczny wieszczy szybki koniec podwyżek nad Wisłą.
Węgrzy nie biorą jeńców
Wczorajsza decyzja Banku Węgier mocno zaskoczyła rynki. Po ostatniej niemrawej podwyżce stóp procentowych o zaledwie 0,5% wczoraj spodziewano się podobnego ruchu. Stopy procentowe wzrosły jednak o 1,85%. Trzeba oczywiście pamiętać, że tamtejszy rynek nieruchomości ma specyficzne regulacje, zatem kredytobiorcy nie odczują w większości tego wzrostu. Państwo bowiem zamroziło wysokość odsetek, pozostawiając w bankach i ich budżetach olbrzymią dziurę, którą właśnie mocno powiększa. Forint po tej decyzji się umacnia. Nie jest to żadna niespodzianka. Po pierwsze waluta Węgier szoruje ostatnio dno i rynki czekały tylko na pretekst do odkupienia forintów. Po drugie rosnące znacznie silniej od oczekiwań stopy procentowe są ku temu idealnym pretekstem. Wczoraj forint zyskał na wartości imponujące 1,5% względem złotego.
Gdzie będzie zakres wzrostu stóp w Polsce?
Polski Instytut Ekonomiczny popełnił właśnie bardzo odważną prognozę mówiącą o tym, że stopy procentowe wzrosną na lipcowym posiedzeniu i 0,5% i będzie to koniec cyklu wzrostów. Jest to bardzo odważny pogląd przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze WIBOR na dłuższe okresy jest wyższy niż na krótsze, co sugeruje, że rynek spodziewa się dalszego wzrostu stóp. Po drugie kontrakty na stopę procentową są na wyraźnie wyższych poziomach. Nie bez znaczenia jest też obecny poziom inflacji. W dłuższym okresie jest oczywiście ważny czynnik duszący inflację w postaci spowolnienia gospodarczego. Rada Polityki Pieniężnej może się jednak bać stagflacji. Pod tą nazwą znajduje się stagnacja w gospodarce połączona z inflacją. Gdyby jednak prognoza PIE okazała się słuszna, byłby to sygnał silnie osłabiający złotego, gdyż rynki liczą na dużo wyższe wzrosty.
Absurdalna wycena rubla
Wydawać by się mogło, że sankcje i izolacja Rosji spowodują, że waluta tego kraju zaliczy gwałtowny spadek. Okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego. Dzisiaj rubel ustanowił kolejny rekord. 150% wzrostu od dołka z początku rosyjskiej agresji. Dlaczego piszemy o tym jako o absurdzie? Wycena rubla po odcięciu Rosji od rynków to okrutna fikcja. Napompowana w ten sposób gospodarka na papierze staje się nagle niesamowitym mocarstwem. Jeżeli w statystykach uwzględni się to nagłe wzbogacenie, Rosja może bardzo sprawnie wrócić na miejsce, gdzie była jeszcze przed poprzednim atakiem na Ukrainę. Po otwarciu rynków zobaczymy jednak najprawdopodobniej jedną z najbardziej brutalnych przecen w historii ostatnich lat.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – PKB.
Dolar znów w odwrociePomimo przyzwoitych danych ze Stanów i najgorszego w historii odczytu w głównej lokomotywie Europy dolar w dalszym ciągu słabo wygląda względem euro. W tle oczywiście oczekiwania na działania banków centralnych.
Lepsze dane nie pomagają dolarowi
Poniedziałek był bardzo ubogi w odczyty danych makroekonomicznych. Po południu na szczęście pojawiły się dany z USA. Zamówienia na dobra okazały się wyższe od oczekiwań. Biorąc pod uwagę, że to dane miesięczne, a różnica wynosiła w zależności od rodzaju wskaźnika 0,5%-0,7% nie jest to mało. Do tego lepszy od oczekiwań indeks podpisanych umów kupna domów i można było oczekiwać wyraźnego umocnienia dolara. Na koniec niestety indeks Dallas FED dla przemysłu ostudził optymizm. W rezultacie dolar znów jest w lekkim odwrocie względem euro. Powodem są nastroje przed lipcowymi podwyżkami stóp procentowych przez EBC. To właśnie to jest głównym motorem napędowym.
Pesymizm na Zachodzie
Dane z Niemiec niemiło zaskoczyły rynki. Mowa o indeksie zaufania konsumentów GfK. Jest to wynik ankiet Instytutu Badania Opinii i Rynku. Badane są spodziewane dochody i wydatki obywateli. Okazuje się, że Niemcy znacznie bardziej boją się inflacji niż pandemii. Obecny poziom wskaźnika jest najniższy w historii. Z drugiej strony jest lepszy od oczekiwań, które były jeszcze słabsze. Ostatnie miesiące to zresztą przegląd najsłabszych odczytów w historii. To właśnie fakt, że rynki spodziewały się tak złego wyniku, jest powodem tego, że nie widać nadmiernie negatywnej reakcji na kursach walut.
Karuzela na obligacjach
Mniej więcej tydzień temu na obligacjach większości państw widzieliśmy szczyty rentowności. W różnych krajach były to różne dni, ale albo był to koniec tygodnia kończącego się 17 czerwca, albo jak w przypadku Polski początek ubiegłego tygodnia. Od tego momentu inwestorzy przerzucili na rynek obligacji duże środki, chcąc skorzystać z rosnących rentowności. W tym tygodniu rentowności jednak znów rosną. Wzrosty są efektem z jednej strony wzrostu stóp procentowych i ich oczekiwanych poziomów. Z drugiej jest to kwestia słabszych danych makroekonomicznych i potencjału nawrotu recesji, co każe drożej pożyczać państwom pieniądze. Może to być dużym problemem dla wielu budżetów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.
Drugi tydzień spadków ropyPo wczorajszych zawirowaniach na eurodolarze związanych z odczytami PMI na świecie dziś obserwujemy próbę ustabilizowania się kursu EUR/USD. „Czarne złoto” pod koniec tygodnia cały czas utrzymuje się na najniższych poziomach od miesiąca. Turcja nie zmienia zdania w sprawie stóp procentowych. Rodzima waluta traci na szerokim rynku.
Tydzień wahań na eurodolarze
Pomimo wahań, które przez cały tydzień obserwowaliśmy na kursie głównej pary walutowej świata, piątek prawdopodobnie zakończymy na poziomach cenowych, którymi otwieraliśmy ten tydzień. Po środowym osłabieniu dolara wczoraj kursem EUR/USD kierowały światowe odczyty PMI. Poranne słabe wstępne wyniki indeksów PMI usług i przemysłu dla poszczególnych państw Unii Europejskiej nadszarpnęły kursem głównej pary walutowej świata, działając na korzyść „zielonego”. Wszystkie odczyty były poniżej oczekiwań oraz gorsze od tych sprzed miesiąca. Nieco później poznaliśmy dane PMI dla usług i przemysłu dla całej strefy euro. Te również były gorsze od konsensusu, przez co umacnianie się dolara uzyskało potwierdzenie. Na kursie EUR/USD chwilami znajdowaliśmy się poniżej 1,05 $. Po południu poznaliśmy wartości indeksów PMI dla Stanów Zjednoczonych. Te, podobnie jak dane z Europy, również przyjęły wartości poniżej poprzednich odczytów oraz poniżej oczekiwań. Wtedy rynek najprawdopodobniej zaczął dyskontować słabe dane zza oceanu, działając na niekorzyść dolara, który do dziś utrzymuje się powyżej 1,05 $, a sam kurs próbuje się ustabilizować w okolicach tej wyceny.
Ropa utrzymuje cenę
Za nami drugi tydzień spadków cen ropy. Mimo to nie można mówić tu o żadnej stabilności trendu spadkowego. Chaos na rynku „czarnego złota” nadal trwa. Chęć zwiększenia podaży ropy przez Stany Zjednoczone, widmo recesji w tym kraju oraz widmo kryzysu globalnego nie pozwoliło cenie ropy odbić się od środowych spadków. Co ciekawe, dziś cena OIL BRENT znajduje się w okolicach 106 $, czyli zeszliśmy o 2 dolary niżej w stosunku do środowego tąpnięcia. Warto zauważyć, że dzisiejsze notowania tego indeksu znajdują się poniżej linii trendu wzrostowego, którą można wyznaczyć wzdłuż trzech ostatnich dołków z kwietnia i maja. Patrząc pod kątem analizy technicznej, oznaczać to może przełamanie trendu coraz wyższych dołków.
Turcja nie zmienia zdania
W Turcji po raz kolejny nie poczyniono żadnego ruchu na stopach procentowych. Główna stopa pozostaje na niezmiennym poziomie 14% od grudnia 2021 roku. Ten przebieg wydarzeń nie dziwi już chyba nikogo. Gołębie przekonania prezydenta, który mocno „współpracuje” z Centralnym Bankiem Turcji są silniejsze od danych płynących z rynku. Na wykresach liry tureckiej do euro, dolara czy polskiego złotego widać sukcesywne osłabianie się tureckiej waluty. Niestety dziś o poranku odnotowaliśmy także osłabienie PLN do głównych walut świata. Patrząc na te wykresy w perspektywie całego tygodnia, widzimy, że nie był to najlepszy czas dla złotego. Przyszły tydzień pokaże, czy zakończenie miesiąca będzie bardziej łaskawe dla rodzimej waluty.
Dziś mamy dzień wolny w Nowej Zelandii oraz Szwecji. W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:15 oraz 13:30 – Wystąpienie szefa Fed z St. Louis (James Bullard)
13:30 – Wystąpienie publiczne członka zarządu ECB (Luis de Guindos)
16:00 – Raport Uniwersytetu Michigan.
Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach
Euro poniżej 4,65 złPo gwałtownym osłabieniu polskiej waluty w Boże Ciało nie ma już śladu na rynku. Złoty wraca w okolice swojej nowej wartości względem euro. Przynajmniej tej normy, którą utrzymuje w trakcie rosyjskich działań wojennych.
Produkcja przemysłowa w Polsce
Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej nad Wisłą. Rośnie ona o 15%. Jest to symbolicznie wolniej niż oczekiwana wartość 15,2%. Pokazuje to zatem, że pomimo wzrostu cen zarówno dla konsumentów, jak i dla producentów w dalszym ciągu nie widać ograniczeń aktywności gospodarczej. Jest to bardzo korzystny sygnał, biorąc pod uwagę potencjalny wpływ rosnących stóp procentowych i możliwego ograniczenia konsumpcji przez obywateli. Z drugiej strony działania rządu idą w dokładnie odwrotną stronę niż działania Rady Polityki Pieniężnej. Kolejne rządowe projekty zalewają gospodarkę coraz większą ilością pieniądza. Polski złoty dobrze się odnajduje w tej sytuacji mimo trwającej wojny na Wschodzie, gdzie Rosjanie cały czas prowadzą agresję na terytorium Ukrainy. Obecnie euro, będące głównym punktem odniesienia dla wartości polskiej waluty wyceniane jest na około 4,64 zł.
Korekta na rynku obligacji
Po tym, jak ostatnie dwa tygodnie przyniosły gwałtowne wzrosty rentowności na rynku obligacji, przyszedł czas na korektę. Przypomnijmy, że wzrosty były na tyle duże, że aż EBC zorganizował nadzwyczajne posiedzenie, by starać się ratować rentowność włoskich papierów dłużnych. Mógł też reagować przez ostatnie lata, kiedy Włosi prowadzili swoją beztroską politykę gospodarczą, ale nie o to chodzi w strefie euro. Obecna sytuacja spowodowana jest też tym, że kapitał ucieka z giełd. Lądując na rynku obligacji, powoduje, że rentowność papierów dłużnych spada. Nie można jednak wykluczyć, że wraz ze wzrostem oczekiwanych docelowych poziomów wzrostu stóp procentowych rentowność w kolejnych miesiącach znów wyskoczy. Jest to o tyle ważne, że rentowność obligacji jest mocno połączona z kosztami obsługi zadłużenia. To z kolei będzie powodować, że budżety wielu państw mogą mieć problem.
Ukraina i Mołdawia bliżej Unii
Wojna na Ukrainie przyspieszyła proces, który w normalnych warunkach powinien trwać dekadami. Beneficjentem jest też Mołdawia, która razem z Ukrainą otrzymała właśnie status krajów kandydujących do Unii Europejskiej. Warto jednak pamiętać, że biorąc pod uwagę potencjał gospodarczy to wsparcie, które Mołdawia okazała uchodźcom ukraińskim, jest olbrzymie. Jaki to będzie miało wpływ na waluty? Do strefy euro zbliżą się z jednej strony kolejne rynki zbytu, ale również kolejne państwa będące beneficjentami funduszy wyrównywania różnic. Z perspektywy państw naszego regionu może to się odbić na mniejszych środkach dla nas. Z drugiej strony to dodatkowe rynki w strefie wolnego handlu.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.






















