IPO SMYK – od sklepu z zabawkami do testu rentownościZbliża się IPO spółki SMYK, a ponieważ Ticker jest dostępny już na TradingView, to dzisiaj wyjątkowa bez Analizy Technicznej. Tylko o samym prospekcie.
Przede wszystkim kilka punktów z samej prezentacji.
1. Finanse i wyniki
Rentowność niska, choć lepiej niż było:
Smyk poprawił wyniki – marża brutto wzrosła z ok. 39% do 42%, a EBITDA sięgnęła 13%. Firma wyszła z dużej straty (-72 mln zł w 2022 r.) na niewielki plus (30 mln zł w 2024 r.). Ale to nadal tylko ok. 1% marży netto, więc biznes działa na cienkim marginesie.
Sprzedaż zwalnia:
Sprzedaż porównywalna (LFL) rośnie coraz wolniej – z +4,5% do +3,7%, a w pierwszej połowie 2025 r. nawet lekko spadła (-0,7%). To może oznaczać, że klienci mniej kupują, a Smyk ma problem z podtrzymaniem wzrostu.
Dług ciąży mocno:
Firma ma duże zadłużenie – prawie miliard zł, a w połowie 2025 r. dług netto znowu skoczył w górę (865 mln zł). Smyk musiał nawet prosić bank o „wyrozumiałość” przy naruszeniu kowenantu. To pokazuje, że działa na sporej dźwigni finansowej, a każda podwyżka stóp lub gorszy sezon może mocno zaboleć.
Cash flow zależny od świąt:
Najwięcej gotówki Smyk zarabia w IV kwartale – święta ratują rok. W pierwszej połowie zwykle gotówki brakuje (-98 mln zł w 1H 2025). Firma sporo inwestuje w nowe sklepy, e-commerce i magazyny, co zjada płynność. Bez nowych środków (np. z emisji akcji) trudno będzie dalej się rozwijać.
2. Ryzyka operacyjne i biznesowe
Ekspansja zagraniczna:
Smyk chce wchodzić na nowe rynki (Czechy, Słowacja, Bułgaria), ale to ryzykowny kierunek. Konkurencja lokalna jest silna, a przeniesienie polskiego modelu nie musi się udać. Otwarcia mogą się opóźniać, a koszty – rosnąć.
Magazyn w Łodzi:
Nowe centrum logistyczne to duży plus, ale też „single point of failure” – awaria systemu czy przestój mogą zatrzymać całą sprzedaż. Przy ekspansji zagranicznej rośnie też ryzyko opóźnień i kosztów transportu.
Zarządzanie zapasami:
Tu łatwo o błąd. Za dużo towaru = wyprzedaże i niższe marże. Za mało = braki na półkach i utrata sprzedaży. Smyk miał już takie przypadki. Systemy pomagają, ale nie wyeliminują ryzyka.
Omnichannel:
Sprzedaż online rośnie szybciej niż w sklepach, co z jednej strony dobrze, ale może „zjadać” wyniki salonów. Do tego różnice cen między kanałami potrafią irytować klientów. Utrzymanie spójnej strategii to duże wyzwanie.
Konkurencja:
Rynek dziecięcy jest bardzo konkurencyjny – od dyskontów po e-commerce. Walka o klienta często oznacza promocje i presję na marże. Smyk musi ciągle bronić pozycji, żeby nie wpaść w spiralę rabatów.
Zależność od galerii:
Większość sprzedaży to sklepy stacjonarne w centrach handlowych. Jeśli ruch w galeriach spadnie, czynsze pójdą w górę lub klienci przejdą do online – Smyk odczuje to natychmiast.
Program lojalnościowy:
Smyk&club to ogromna baza – ponad 5 mln kont. To siła, ale też ryzyko: gdyby lojalność klientów spadła albo program stracił atrakcyjność, odbiłoby się to na sprzedaży i marży.
3. Obietnice i chirurgiczna precyzja ich spełniania
„Lider rynku”? Tak, ale nie do końca:
Smyk chwali się pozycją lidera z 14% udziałem w rynku dziecięcym, ale w każdej głównej kategorii jest dopiero numerem dwa. Konkurencja wciąż kontroluje ponad 85% rynku, więc o dominacji nie ma mowy. Marka jest rozpoznawalna, ale przewaga nad innymi nie jest trwała – zwłaszcza że wszyscy idą dziś w stronę modelu omnichannel.
Rumunia jako przykład sukcesu:
Ekspansja w Rumunii rzeczywiście wyszła – sprzedaż rośnie tam średnio o 26% rocznie, a marże są solidne. Tyle że to rynek mniej nasycony niż Czechy czy Słowacja, na które Smyk chce wejść teraz. Te rynki są trudniejsze, z większą konkurencją i innymi przepisami. To, co działało w Rumunii, nie musi zadziałać gdzie indziej.
„Nie musimy robić promocji”? — no nie do końca:
Smyk mówi, że dzięki markom własnym nie musi walczyć ceną. W praktyce regularnie organizuje wyprzedaże i zniżki, a różnice między sklepami a online potrafią drażnić klientów. W branży dziecięcej to norma – kto przestanie dawać rabaty, ten znika z koszyka zakupowego.
Lojalność klientów – faktycznie mocna, ale nie gwarantowana:
Program SMYK&club to potężne narzędzie – ponad 5 mln kont i większość sprzedaży zrobiona przez klubowiczów. Problem w tym, że to lojalność „na kredyt” – klienci zostają tak długo, jak długo oferta i rabaty są atrakcyjne. Konkurencja też ma swoje kluby, więc Smyk musi cały czas dbać o relację z klientem.
4. Trendy demograficzne – twarda ściana dla modelu Smyka
Smyk zarabia na produktach dla dzieci – a tutaj smutna prawda jest taka, że jest ich coraz mniej. W Polsce współczynnik urodzeń spadł z 1,26 do 1,10 i dalej leci w dół. To oznacza, że rynek Smyka po prostu się kurczy.
Mniej dzieci = mniej klientów, a konkurencja o tych, którzy zostali, będzie coraz ostrzejsza. Smyk próbuje poszerzać ofertę o starsze grupy (nastolatki, młodzież), ale jego główny biznes – produkty dla maluchów – jest strukturalnie pod presją.
Nazwa też nie kojarzy się z nastolatkami.
Krótko mówiąc: nawet przy dobrej marce i lojalnych klientach Smyk będzie walczył bardziej o utrzymanie sprzedaży niż o dynamiczny wzrost. Jedyną realną drogą ucieczki pozostaje ekspansja zagraniczna – ale demografia to przeciwnik, którego nie da się pokonać marketingiem.
5. plusy i minusy:
+ silna marka i lider w segmencie kids retail w CEE
+ lojalni klienci (2,6 mln w Smyk&Club) i dobrze działający e-commerce
+ rentowny rynek rumuński, potencjał ekspansji zagranicznej
+ poprawa bilansu po IPO, spadek długu i stabilna marża brutto ~42%
+ nowoczesna logistyka i efekt skali
– bardzo niska marża netto (ok. 1–2%) i wysoka wrażliwość na koszty
– demografia: spadek urodzeń ogranicza rynek bazowy
– duża dźwignia operacyjna i sezonowość wyników
– część emisji to sprzedaż obecnego właściciela (nie zasila spółki)
– narracja „dzieci + LEGO” nie rozwiązuje problemu strukturalnego rynku
Cen akcji:
📉 przy 13 zł za akcję jest wyceniony jak spółka dojrzała i stabilna,
📊 a realnie to biznes o cienkich marżach, sporej dźwigni i ryzyku demograficzno-operacyjnym.
🧠 Sensowny poziom wejścia — w mojej ocenie dopiero przy dyskoncie 20–30% względem ceny maksymalnej (czyli 9–10 zł), dając realną premię za ryzyko.
6. Podsumowanie
Prospekt Smyk S.A. ujawnia wiele czynników mogących negatywnie wpłynąć na biznes – niska dotychczas rentowność, wysokie zadłużenie, ryzyka operacyjne (logistyka, ekspansja, zapasy, konkurencja) oraz niekorzystne trendy demograficzne. Zarząd przedstawia jednak ambitną wizję rozwoju, popartą pewnymi sukcesami (wzrost marż, Rumunia, lojalni klienci), ale sam inwestor powinien podchodzić do tych deklaracji z ostrożnością.
Każdy z omówionych słabych punktów stanowi wg mnie ostrzeżenie inwestycyjne – przed podjęciem decyzji o zaangażowaniu kapitału warto rozważyć, na ile Smyk będzie w stanie zrealizować swoje cele w obliczu wymienionych zagrożeń. W obecnej sytuacji spółki nawet niewielkie odchylenie od planu (np. słabszy sezon sprzedażowy czy opóźnienie ekspansji) może znacząco pogorszyć wyniki ze względu na wąskie marginesy bezpieczeństwa. Z tego względu potencjalny inwestor powinien wymagać odpowiedniej premii za ryzyko i uważnie śledzić, jak Smyk radzi sobie z materializacją czynników ryzyka już w pierwszych latach po IPO.
W mojej ocenie wycena Smyka na poziomie 13zł za akcję to chęć wyjścia wlaściciela z akcji.
Z prospektu jasno wynika, że przed IPO istnieje 29 355 517 akcji,
emisja nowych akcji serii D: do 11 540 000 sztuk,
➡️ łącznie po ofercie – ok. 40 895 517 akcji.
To pełna liczba akcji po emisji, zakładając sprzedaż całości oferty pierwotnej.
Udział nowej emisji to ok. 28% kapitału po IPO.
Czyli ok. 150 mln pójdzie do spółki, a ok. 240mln do właściciela.
